Spis treści
Pomysł rozkwitł dzięki Waldemarowi Pawlakowi z PSL
Chociaż siatkówka od dekad elektryzowała polskich kibiców, to z wynikami na arenie międzynarodowej bywało rozmaicie. Przez długi czas żyliśmy legendą drużyny Huberta Wagnera, która sięgnęła po mistrzostwo świata i złoto olimpijskie. W późniejszych latach polski zespół notował wzloty i upadki, rzadko nawiązując do epoki wielkiego trenera. Jednak półtorej dekady temu podjęto decyzję, która gruntownie odmieniła oblicze naszej siatkówki. Dziś niewiele osób zdaje sobie sprawę z kluczowego wpływu, jaki wywarł na to Waldemar Pawlak, niegdyś premier, a wówczas wicepremier i minister gospodarki w koalicji PO-PSL. Chodziło rzecz jasna o fundusze. Zanim do akcji wkroczył lider PSL, obecnie nieco zapomniany w wielkiej polityce, błyszczały już nasze siatkarki, sięgając dwukrotnie po mistrzostwo Europy (w 2003 i 2005 roku). To w tym okresie wykiełkowała idea powołania Siatkarskich Ośrodków Szkolnych (SOS).
Kamil Semeniuk bez ogródek o byciu rezerwowym. „Mogę być troszeczkę wkurzony”
„Pomysł stworzenia takiego programu w naszych głowach urodził się dawno temu, ale wiadomo, że sam pomysł to mało, jeśli nie ma środków na jego realizację. Wstępnie spisane marzenia można było wyciągnąć z szuflady dzięki premierowi Waldemarowi Pawlakowi. Kiedy poznał nasz plan, od razu docenił pierwsze takie systemowe rozwiązanie w polskim sporcie. Od 2012 roku na szkolenie dzieciaków dostajemy dobre pieniądze od ministerstwa sportu i turystyki”
– opowiadał o wdrażaniu programu w rozmowie z portalem Sport.pl Waldemar Wspaniały. To właśnie wybitny w przeszłości zawodnik i trener stanął na czele tego gigantycznego przedsięwzięcia.
Program SOS zmienił oblicze polskiej siatkówki. Europy nie było na to stać
Jakie pieniądze wchodziły w grę? Początkowo przeznaczono na ten cel 30 milionów złotych, a w kolejnych latach dokładano dalsze miliony. Zgodnie z informacjami Sport.pl, roczne dotacje wahają się od kilku do kilkunastu milionów.
„Proszę sobie wyobrazić, że jak dostaliśmy pierwsze pieniądze, to na start programu kupiliśmy 27 tysięcy piłek. Wtedy stała się rzecz niesamowita, w Europie tych piłek zabrakło, wszyscy mówili, że Polacy zwariowali. Z Azji latały do nas samoloty wyładowane Moltenami, bo to nimi się gra we wszystkich rozgrywkach młodzieżowych, a dopiero seniorzy używają lepiej znanych kibicom piłek Mikasy”
– przypominał Wspaniały. Mając na uwadze ostatnie, wspaniałe wyniki naszych reprezentacji, nikt z pewnością nie podważa sensu powołania do życia programu SOS. Prawdopodobnie bez tego dofinansowania nie oglądalibyśmy tak spektakularnych sukcesów, jak złoty medal mistrzostw Europy, po który sięgnęli właśnie polscy siatkarze. System szkolenia daje też gwarancję wychowania godnych następców dla takich graczy, jak Bartosz Kurek, Tomasz Fornal czy Bartłomiej Lemański.