Spis treści
Kierowca Porsche z Mokotowa wrócił do Polski. Kulisy ataku na ul. Czerniakowskiej
Głośny incydent rozegrał się 15 października na warszawskim Mokotowie, w okolicach skrzyżowania ulicy Czerniakowskiej z aleją Witosa. Siedzący za kierownicą Porsche Cayenne mężczyzna rzucił się na pasażerkę Toyoty, a także zaatakował dwóch innych mężczyzn próbujących powstrzymać napastnika.
Cała awantura wybuchła, gdy prowadzący Toyotę użył klaksonu, aby zwrócić Michałowi K. uwagę na jego niebezpieczne manewry na drodze. Rozwścieczony 43-latek opuścił swój pojazd oczekujący na zmianę czerwonego światła i skierował całą swoją agresję na pasażerkę drugiego samochodu.
Tuż po ataku agresor zignorował czerwony sygnał na sygnalizatorze i uciekł z miejsca przed dotarciem patrolu policji, a późniejsze ustalenia mundurowych wykazały, że wyjechał z Polski. Samochód na niemieckich numerach rejestracyjnych, którym kierował Michał K., odnaleziono kolejnego dnia po przyjęciu oficjalnego zawiadomienia przez organy ścigania.
W ocenie śledczych na poszukiwanego mężczyznę mocno wpłynęło medialne nagłośnienie incydentu oraz intensywne czynności prowadzone przez funkcjonariuszy. Choć 43-latek opuścił terytorium kraju, policjantom szybko udało się namierzyć miejsce jego pobytu za granicą.
Zwrot w tej sprawie nastąpił 2 listopada. Właśnie wtedy Michał K. przyjechał z powrotem do Polski i w asyście swojego obrońcy zgłosił się bezpośrednio do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.
Michał K. usłyszał cztery zarzuty za pobicie na Mokotowie
W prokuraturze 43-letni kierowca usłyszał łącznie cztery zarzuty, które wiążą się z jego agresywnym zachowaniem wobec trójki innych uczestników ruchu.
Pierwszy z nich dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej mężczyzny stającego w obronie zaatakowanej osoby. Według śledczych podejrzany szarpał interweniującego za odzież oraz go odpychał.
Kolejny zarzut obejmuje bezpośrednią napaść na kobietę. Z ustaleń prokuratury wynika, że 43-letni agresor uderzył ją łokciem oraz przynajmniej dwa razy zadał ciosy pięścią i otwartą dłonią w głowę. Gdy poszkodowana przewróciła się na asfalt, napastnik kopnął ją jeszcze w prawe udo, a odniesione przez nią obrażenia oceniono jako lekkie.
Następne punkty oskarżenia odnoszą się do drugiego ze świadków, który widząc awanturę, zatrzymał się i ruszył z pomocą. Zdaniem oskarżycieli podejrzany groził mu spowodowaniem uszczerbku na zdrowiu, a słowa te wywołały u pokrzywdzonego realną obawę, że zapowiedzi zostaną zrealizowane.
W dalszej kolejności Michał K. zadał interweniującemu mężczyźnie kilkanaście ciosów rękami oraz nogami w okolice klatki piersiowej. W rezultacie tego ataku bity człowiek upadł wprost na jezdnię.
To jednak nie powstrzymało agresora. Opublikowane przez policję nagranie dowodzi, że odjeżdżający swoim Porsche Cayenne kierowca uderzył jeszcze zderzakiem w nogi poszkodowanego na wysokości kolan. Obrażenia tego mężczyzny również zostały zakwalifikowane przez biegłych jako lekkie.
Sprawca ataku na ul. Czerniakowskiej złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę
W trakcie czynności procesowych Michał K., obecny w prokuraturze razem z adwokatem, przedstawił krótką wersję wydarzeń. Śledczy poinformowali oficjalnie, że podejrzany wyraził skruchę z powodu swojego zachowania na drodze.
Mężczyzna przekonywał ponadto, że pierwotnie zamierzał dobrowolnie oddać się w ręce policji. Ostatecznie zrezygnował z natychmiastowej wizyty na komisariacie, tłumacząc to ogromnym rozgłosem medialnym oraz falą skrajnie negatywnych komentarzy kierowanych pod jego adresem.
Jak wyjaśniał 43-latek, jego zachowanie wynikało z tego, że obawiał się dalszego zaostrzenia całej sytuacji.
Kierowca Porsche nie trafi do aresztu. Prokuratura wycofała wniosek
Pierwotnie, jeszcze 22 października, mokotowska prokuratura rejonowa złożyła w sądzie wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec przebywającego wówczas za granicą podejrzanego. Zielone światło od sądu na aresztowanie 43-latka otworzyłoby drogę do wystawienia listu gończego i rozpoczęcia międzynarodowych poszukiwań.
Termin posiedzenia w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa w tej sprawie został wyznaczony na 30 listopada.
Dobrowolny powrót i zgłoszenie się Michała K. całkowicie zmieniły jednak bieg wydarzeń, a śledczy uznali, że przesłanki do izolacji podejrzanego ustały i wycofali wniosek o areszt. Zamiast tego wobec mężczyzny zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze, w tym dozór policyjny, zatrzymanie paszportu, 20 tys. zł poręczenia majątkowego oraz zakaz zbliżania się do ofiar i kontaktowania z nimi.
Sam podejrzany złożył także deklarację, że będzie regularnie stawiał się na każde wezwanie zarówno ze strony policji, jak i prokuratury.
Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że 43-letni kierowca prowadzi własną firmę i w przeszłości nie wchodził w konflikt z prawem.