Wyrwało drzwi do mieszkań, uszkodziło szyby w oknach - huk obudził mieszkańców ul. Wróblewskiego 54 w Gorzowie. Do wybuchu doszło w piwnicy po godz.4. Lokatorzy nie zdawali sobie sprawy co się dzieje. - Najpierw myślałam, że mąż mocno trzasnął drzwiami, potem że spadł regał z książkami. Przeszło mi przez myśl, że ktoś sąsiadce podłożył bombę. Wyszliśmy na korytarz a tam dym i smród, zostaliśmy ewakuowani - opowiada pani Lidia, lokatorka z trzeciego piętra bloku.
Obok w klatce mieszkańcy także poczuli eksplozję. - Usłyszałem huk, tak jakby zatrzęsło moim łóżkiem, pies zaszczekał, ale poszedłem dalej spać. Za chwilę mama wpadła i mówi, że jest ewakuacja - opowiada Damian. Paweł także usłyszał wybuch: - Tak jakby coś zleciało ze schodów i poczułem drgania bloku - mówi.
Lokatorami zajęli się gorzowscy urzędnicy. Najpierw mogli się ogrzać w podstawionych autobusach MZKa, a potem ulokowani zostali w pobliskim żłobku. Dostali gorące napoje i kanapki.
i
Jak wstępnie ustalili inspektorzy nadzoru budowalnego - nie doszło do poważnych uszkodzeń konstrukcji ani naruszenia stateczności bloku. Uszkodzone zostały ściany działowe w piwnicy, które nie mają wpływu na bezpieczeństwo konstrukcyjne budynku. Służby pod lupę wzięły wszystkie instalacje- elektryczną i gazową, aby wykluczyć ewentualne uszkodzenia.
Mundurowi ustalają przebieg zdarzenia. Jak powiedział Grzegorz Jaroszewicz, rzecznik gorzowskiej policji - jest za wcześnie, by snuć domysły o przyczynach pożaru i wybuchu, pewne teorie i założenia są przyjmowane. Przed policjantami sporo pracy, istotna będzie także opinia biegłego specjalisty. Z kolei jak mówili nam mieszkańcy - to nie był wybuch gazu, ale jakiś chemikaliów, które ktoś składował w piwnicy. Służby tego, na razie, nie potwierdzają.
Polecany artykuł: