Mobbing, mieszanie odpadów i utrudnianie działalności związkowej w MPO Łódź? Sprawę bada prokuratura

2022-07-01 17:05 Michał Dąbrowski
MPO Łódź
Autor: NK

Choć pracodawca wskazał "naruszenie regulaminu pracy i utratę zaufania do pracownika", faktycznym powodem mojego zwolnienia było złożenie przeze mnie zawiadomienia do prokuratury - mówi Łukasz Słowieński, przewodniczący WZZ Sierpień'80 w łódzkim MPO. W zeszłym tygodniu zawiadomił policję, kiedy dwukrotnie odmówiono mu wstępu na teren zakładu.

Łukasz Słowieński, przewodniczący Zakładowej Komisji Wolnego Związku Zawodowego Sierpień 80’, pracował w Miejskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania w Łodzi od 2013-ego roku. MPO jest spółką miejską zajmującą się odbiorem, wywozem i składowaniem odpadów od podmiotów publicznych  i prywatnych, wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych na terenie całego miasta.

Na początku byłem ładowaczem w firmie, później poszerzyłem swoje uprawnienia, zrobiłem prawo jazdy i stałem się kierowcą-ładowaczem na etacie przez wiele lat – mówi Łukasz Słowieński w rozmowie z Michałem Dąbrowskim, reporterem Radia Eska Łódź.

Słowieński w pierwszym kwartale 2021-ego roku złożył zawiadomienie do prokuratury dotyczące nieprawidłowości w spółce. Jak dowiedzieliśmy się w Prokuraturze Rejonowej Łódź Bałuty, przedmiotem postępowania są "między innymi nierówne traktowanie pracowników, niegospodarność i nieprawidłowości związanych z gospodarką odpadami".

Pierwszy przykład niegospodarności, to gigantyczny kredyt, który MPO zaciągnęło na remont sortowni, która nie należy do spółki, ale jest przez nas dzierżawiona od miasta. Co jeżeli przyjdzie lepszy oferent na ten obiekt? Spółka zostanie z długiem i bez sortowni. Występowały też choćby problemy z pojazdami CNG. MPO nie przygotowało infrastruktury, pojazdy stały na parkingu i bez mała przez 2 miesiące służyły wyłącznie do fotografowania się. My jako pracownicy mieliśmy problemy, żeby wypełniać obowiązki. Oprócz tego są ogromne braki kadrowe, przez co ludzie muszą pracować ponad swoje siły. 700 kubłów śmieci na rejon. Jeśli w załodze są dwie osoby, a to się zdarza coraz częściej, to każdy ma do obsłużenia 350 kubłów. To nie jest lekka praca, a zamienia się ją w katorgę. Kiedy pracownicy mówią przełożonym, że nie dadzą rady obsłużyć danego regionu w określonym czasie, że zajmie im to dłużej, to straszy się ich potrąceniem premii – kontynuuje swoją wypowiedź zwolniony związkowiec.

Pod zarzutami Słowieńskiego podpisuje się inny pracownik MPO Łódź, który prosi o zachowanie anonimowości.

Płacenia za nadgodziny nie ma. I tyle. A jak przychodzi nowy pracownik, to na dzień dobry dostanie taką pensję, jaką ja mam po prawie 10-ciu latach w spółce, a potem i tak się zwolni, bo tu się zwyczajnie nie da pracować. Kiedyś ludzie pracowali w MPO z pokolenia na pokolenie, to był wręcz taki zaszczyt, że nie dało tu się dostać bez znajomości. Teraz oceniam to miejsce pracy jako tragiczne. W ogóle się z nami nie rozmawia, są polecenia, nakazy i tyle. A jeśli komuś się nie podoba, to cytując pana prezesa "droga wolna, na wasze miejsca czekają setki osób"... to ciekawe jakim cudem według naszych wyliczeń brakuje co najmniej dwudziestu osób w załodze. To się kończy tym, że każe się nam, kierowcom, wysiadać z pojazdów i pomagać ładowaczom, co jest nielegalne. Nie daj boże niech śmieciarka się zsunie, niech ktoś w nią wjedzie, niech się z nią stanie cokolwiek, to dla nas oznacza to kryminał i tyle. A jeżeli chodzi o mieszanie odpadów... wiem, co widziałem. One były, są i obawiam się że nadal będą mieszane. Może dałoby się je odzyskać, zrecyklingować, ale nie w tej sortowni, którą dysponuje MPO - twierdzi pracownik.

Przekazaliśmy spółce zarzuty sformułowane przez obu panów oraz zadaliśmy pytania z nimi związane.

Nigdy nie było zgody kierownictwa Spółki na mieszanie odpadów i na wszystkich spotkaniach z pracownikami i zakładowymi organizacjami związkowymi, jest to wyraźnie podkreślane. Wynagrodzenie wszystkim pracownikom Spółki, jest wypłacane zgodnie z Kodeksem pracy i powszechnie obowiązującymi przepisami. W tak dużej firmie jak nasza, zatrudniającej blisko 400 osób, roszady na poszczególnych stanowiskach są rzeczą naturalną. Wszyscy pracownicy Spółki otrzymują wynagrodzenie zgodnie z zakładowym układem zbiorowym pracy, uzgodnionym i zaakceptowanym przez wszystkie związki zawodowe działające w MPO-Łódź Sp. z o.o.- czytamy w oświadczeniu przesłanym nam przez łódzkie MPO.

Łukasz Słowieński został zwolniony z MPO i nie pracuje w spółce od początku 2022-ego roku. Jako powód takiej decyzji pracodawca miał wskazać "rażące naruszenia regulaminu i utratę zaufania do pracownika".

Faktycznym powodem mojego zwolnienia było mówienie przeze mnie głośno i otwarcie o tym, co się w spółce wyprawia. Ani komisja zakładowa, ani krajowa w naszym związku zawodowym nie wyraziła zgody na usunięcie mnie z pracy, dlatego teraz toczy się sprawa z powództwa cywilnego, w której walczymy o przywrócenie mnie do pracy. Ja naprawdę chcę wrócić do kwestii, którymi zajmowałem się tam przez lata, a teraz jest mi to zwyczajnie utrudniane, jak tylko się da - przyznaje Słowieński.

O powody zwolnienia związkowca nasz reporter pytał w łódzkim MPO.

W sprawach pracowników i ich zwolnień nasza spółka nie będzie publicznie zabierała głosu na łamach mediów. Jeśli chodzi o zarzuty skierowane przez pana Słowiańskiego do prokuratury, w całości się z nimi nie zgadzamy, ale nie będziemy szerzej komentować sprawy, którą właśnie zajmują się odpowiednie organy – słyszymy w rozmowie z Aleksandrą Stasiak, rzeczniczką prasową MPO.

W zeszłym tygodniu Łukasz Słowieński dwukrotnie chciał wejść na teren zakładu. 20-ego czerwca uzyskał zgodę, jednak po zapytaniu prezesa o możliwość rozwieszenia w gablotach informacyjnych plakatów mówiących o zebraniu WZZ Sierpień'80 w MPO, prezes miał kazać mu opuścić teren zakładu. Słowieński udał się na pobliski komisariat i zgłosił zajście funkcjonariuszom. Kolejna taka sytuacja miała miejsce 23-ego czerwca ok. 12:15, kiedy Słowieński miał zmierzać na zebranie związkowców i zaraz po przekroczeniu przez niego progu zakładu kazano mu opuścić teren.

Poinformowałem pana prezesa, że wzywam policję. W odpowiedzi usłyszałem "no i trudno". Funkcjonariusze sporządzili notatkę i przekazali sprawę do prokuratury podejrzewając utrudnianie przez MPO działalności związkowej, które jest jasno uregulowane w ustawie o związkach zawodowych. Odmowa mi wstępu na teren zakładu była po prostu niezgodna z prawem - mówi Słowieński.

Informację o zawiadomieniu funkcjonariuszy, sporządzeniu przez nich notatki i przekazaniu sprawy do prokuratury nasz reporter potwierdził w Komendzie Miejskiej Policji. Jaki był powód odmówienia przez MPO związkowcowi wstępu na teren zakładu?

Pan Słowieński nie jest już naszym pracownikiem, a tym samym jest osobą obcą dla spółki, a według naszego regulaminu takie osoby nie mogą wejść na nasz teren bez uzyskania naszej zgody, a pan Słowieński jej nie uzyskał - odpowiada Aleksandra Stasiak, rzeczniczka prasowa łódzkiego MPO.

Wszystkimi powyżej opisanymi sprawami karnymi zajmuje się Prokuratura Rejonowa Łódź Bałuty.