Edyta Herbuś otwarcie o trudnej stracie. Te słowa o ukochanej babci łamią serce

Edyta Herbuś w szczerej rozmowie z "Super Expressem" wraca do wspomnień o zmarłej babci. Aktorka podkreśla, że obie kobiety łączyła niezwykle silna więź oparta na miłości do przyrody oraz wyjątkowej wrażliwości na otaczający świat. Śmierć tak bliskiej osoby okazała się dla tancerki potężnym ciosem, z którym wciąż stara się w pełni pogodzić.

Gwiazda polskiego show-biznesu wielokrotnie udowadniała, że rodzina zajmuje w jej sercu priorytetowe miejsce. Zmarła krewna stanowiła dla niej najważniejszy wzorzec, a wspólne spędzanie czasu od najmłodszych lat ukształtowało charakter tancerki. To właśnie dzięki niej znana celebrytka zrozumiała, czym jest prawdziwa kobiecość oraz wypracowała swój własny sposób patrzenia na codzienność. Rozmowa z dziennikiem wyraźnie obnażyła mocne przywiązanie obu kobiet.

Była, i to bardzo [przyp.red. ważna]. Od dziecka ją chłonęłam. Jesteśmy do siebie bardzo podobne pod względem wrażliwości, zamiłowania do natury, przyrody i zwierząt. Czułam się tak, jakbyśmy były jednością. Od najmłodszych lat spędzałam z nią dużo czasu - wyjawiła nam Edyta Herbuś.

Proces wychowania opiera się w głównej mierze na uważnym naśladowaniu starszych pokoleń i czerpaniu z ich mądrości. Zmarła seniorka rodu pełniła w życiu aktorki funkcję absolutnego autorytetu, a jej codzienne postawy stały się swoistym drogowskazem na trudnej dorosłej drodze. Celebrytka z powodzeniem przenosiła zaobserwowane wcześniej wzorce zachowań na grunt własnych życiowych i zawodowych doświadczeń w znacznie późniejszym okresie.

Dzieci uczą się nie tylko przez to, co się im mówi, ale przede wszystkim przez obserwację. Ja na niej uczyłam się również tego, jak być kobietą. Była mi bardzo bliska, bo podobnie postrzegałyśmy życie i świat - wyznała.

Artystyczne zacięcie absolutnie nie było obce również starszej z pań, która zwyczajnie uwielbiała kontakt z otoczeniem i piękną muzykę. Kobieta zawodowo zajmowała się codzienną opieką nad małymi przedszkolakami, jednak w głębi serca nieustannie marzyła o fascynujących podróżach oraz dzieleniu się pozytywnym nastawieniem ze światem. Prozaiczne życie zweryfikowało te odważne plany w dość bezlitosny sposób, zatrzymując ją przy niezwykle wymagających obowiązkach na starym rodzinnym gospodarstwie domowym.

Popularna aktorka z biegiem lat postanowiła osobiście zaangażować się w niespodziewaną realizację niespełnionych dotąd ambicji swojej krewnej. Bezpośrednie wprowadzenie seniorki w głośne kulisy polskiego show-biznesu zaowocowało piękną przemianą, a możliwość namacalnego doświadczania nowych bodźców obudziła w niej mocno uśpioną energię. Sławna tancerka z ogromną satysfakcją przyglądała się tej uroczej metamorfozie oraz prawdziwej radości bliskiej osoby.

W jej duszy i sercu pozostało jednak niespełnione pragnienie wychodzenia do ludzi z tym swoim światłem. Dlatego to było dla mnie wspaniałe, kiedy wyciągnęłam do niej rękę i zaprosiłam ją do tego świata. Zobaczyłam, jak rozkwitła na ostatnim etapie życia - wspominała.

Szansa na całkowite odmienienie jesieni życia starszej pani przyniosła znanej artystce wręcz mnóstwo osobistej i wewnętrznej satysfakcji. Bezinteresowne spełnianie cudzych marzeń okazało się cenną lekcją pokory, a tancerka bardzo często przyrównywała krewną do ogromnego drzewa, którego rozłożyste i potężne konary bezpośrednio symbolizowały pozostałych członków familii. Seniorka po prostu stanowiła fundament całego rodu, nieustannie trzymając wszystkich krewnych blisko siebie w atmosferze stuprocentowego zrozumienia.

Akceptacja ostatecznego i nieodwracalnego rozstania wciąż przysparza utalentowanej gwieździe wielu trudności, nawet mimo usilnych prób tłumaczenia sobie tej bolesnej sytuacji w kategoriach czysto duchowych. W niedawnym wywiadzie udzielonym dziennikarce "Super Expressu", Julicie Buczek, celebrytka bardzo otwarcie nazwała moment nagłej śmierci ukochanej babci całkowitym szokiem.

To pożegnanie było dla mnie szokujące. Nie radziłam sobie z tym najlepiej. Samo odejście było dla mnie bardzo trudne i myślę, że nadal je w sobie przetwarzam (...) Z duchowego punktu widzenia oczywiście trzeba to zaakceptować. Nie będziemy przecież kłócić się z Bogiem ani z duszą, która chce odejść, i prosić, żeby została tylko dlatego, że za nią tęsknimy. Ale z ludzkiego punktu widzenia było to najtrudniejsze przeżycie mojego życia - wyznała nam Edyta Herbuś.