Karolina Gruszka żegna Jana Frycza. Aktorka wyjawia kulisy ich ostatniego spotkania

Śmierć Jana Frycza wywołała głęboki wstrząs w całym polskim świecie kultury. Wybitny twórca przez lata fascynował widzów, ale dla wielu kolegów z branży stanowił kogoś znacznie ważniejszego. Karolina Gruszka widziała się z artystą po raz ostatni podczas tworzenia "Króla Maciusia". Aktorka w rozmowie z "Super Expressem" wróciła do tych chwil i szczegółowo wyjaśniła, dlaczego tak mocno podziwiała legendarnego aktora.

Karolina Gruszka zdradza prawdę o Janie Fryczu. Gwiazdor potrafił mocno sprowokować

Jan Frycz przez kilkadziesiąt lat należał do najbardziej szanowanych polskich aktorów. Unikalna metoda pracy, wielka empatia i niesztampowe spojrzenie na sztukę zagwarantowały mu miejsce w historii rodzimego kina oraz telewizji. Z perspektywy Karoliny Gruszki zmarły twórca był nie tylko cenionym profesjonalistą, ale przede wszystkim życiowym mistrzem i kimś bardzo bliskim.

Zobacz również: Jan Frycz na ostatnich zdjęciach przed śmiercią. Już wtedy zmagał się z poważną chorobą

Aktorka wspomina pracę z Janem Fryczem. Karolina Gruszka mówi o potężnej stracie

Gwiazda pracowała z twórcą przy nagraniach do „Króla Maciusia" w Teatrze Telewizji. Przyznaje, że nie zdawała sobie wtedy sprawy, iż widzą się na planie po raz ostatni. Dziś wraca do tamtych chwil ze sporym rozrzewnieniem. W słowach aktorki słychać ból po odejściu znajomego, ale i wdzięczność za wspólną pracę i ważne dyskusje.

Zobacz również: Jan Frycz zmagał się z "niszczącą, dręczącą chorobą". Długo ukrywał poważne problemy ze zdrowiem

Sonda
Cenisz aktorstwo Jana Frycza?

Jestem ogromnie wdzięczna za ostatnie spotkanie z Janem Fryczem, który był moim mistrzem i też bliskim człowiekiem. Odbyłam z nim szereg ważnych rozmów dla siebie i bardzo zawsze go ceniłam jako aktora totalnego, z niezwykłą wrażliwością, ale też tak poważnie traktującego ten zawód, z taką pasją, tak uczciwie, tak wnikliwie, dotkliwie też. A jednocześnie z dużym dystansem do siebie, stawiającego niewygodne pytania. Taki aktor i człowiek, który zawsze będzie w moim sercu. I to, że to był ostatni raz, to jest ogromna strata, ogromny smutek i żal, a jednocześnie właśnie taka wdzięczność do losu, że jeszcze się udało porozmawiać, pobyć i popracować razem - powiedziała "Super Expressowi" Karolina Gruszka.

Gwiazda zaznacza, że konwersacje ze zmarłym twórcą miały dla niej ogromne znaczenie poza kwestiami czysto zawodowymi. Artysta posiadał niepowtarzalny dar skłaniania ludzi do głębszej refleksji. Zupełnie nie uciekał od skomplikowanych zagadnień i bez oporów rzucał pytaniami, które mogły wywołać dyskomfort. Karolina Gruszka traktowała tę cechę jako jeden z jego największych atutów. Jan Frycz unikał sztuczności. Cechowała go autentyczność i bystrość umysłu, dzięki czemu z powodzeniem zachęcał innych do spojrzenia na sprawy z nowej perspektywy.

Zobacz również: Olga Frycz pożegnała zmarłego ojca. Nie zawsze mieli dobre relacje. "Ostatnie lata były piękne"

Mam wrażenie, że on niczego nie musiał udawać, że miał taką jakąś przenikliwość w sobie i taką przekorę, żeby czasami sprowokować, ale sprowokować, tak jak wcześniej powiedziałam, do jakichś takich pytań i przemyśleń, które nie zawsze są wygodne, które nie zawsze są... No, czasami wolelibyśmy ich uniknąć, nie chcielibyśmy się zagłębiać w te rejony, a zagłębienie się w nie sprawia, że możemy odkryć coś nowego. I on do tego namawiał - wyjawiła nam Karolina Gruszka.

Aktorka podkreśla, że wybitny artysta dawał gigantyczne oparcie, a zarazem stawiał wysokie wymagania. Z jednej strony umiał docenić wykonane zadanie, a z drugiej nie wahał się punktować detali i zadawać dociekliwych pytań o szczegóły.

I ja zawsze z tych rozmów z nim, chyba to była jakaś taka najważniejsza rzecz, że on z jednej strony był bardzo wspierający i taki potrafiący powiedzieć dobre słowo i o pracy, i prywatnie, a z drugiej strony czasami właśnie zwracał uwagę, pytał się, zadawał pytania: "A tutaj jak to robiłaś? A to zrobiłaś tak?", na przykład. No i często trafiał w jakieś czułe punkty czy jakieś takie punkty, które też wzbudzały jakieś różne moje wątpliwości czy znaki zapytania - przyznała Gruszka w rozmowie z "Super Expressem".

Rozmawiała z nią Julita Buczek.

Nie żyje Jan Frycz. Wybitny aktor miał 72 lata i pracował do ostatnich chwil