Co w Polsce nie grało Krzysztofowi Krawczykowi?
Koniec lat 70. to był dla Krzysztofa Krawczyka czas paradoksów. Z jednej strony – status wielkiej gwiazdy, uwielbienie publiczności i życie na świeczniku po odejściu z Trubadurów. Z drugiej – proza życia, która brutalnie sprowadzała go na ziemię. Nowa rodzina, narodziny syna i rosnące potrzeby finansowe sprawiły, że kariera solowa była nie tylko artystyczną ambicją, ale i koniecznością. "Musiałem pracować na to nowe życie" – wspominał w książce "Życie jak wino". Kiedy jednak cenzura zablokowała jego singiel "Jak minął dzień", odcinając go od radia i telewizji, a więc i od zarobków, stało się jasne, że trzeba szukać innej drogi. Wtedy w głowie jego żony, Haliny Żytkowiak, zrodził się plan. Plan na Amerykę.
Krzysztof Krawczyk i bilet w jedną stronę po marzenia
To Halina wierzyła, że prawdziwa sława i luksusy czekają na nich za oceanem. To ona namówiła męża na wyjazd, malując przed nim wizję podboju amerykańskiego show-biznesu. Krzysztof Krawczyk był pełen obaw, ale ostatecznie zaufał żonie. W 1979 roku, gdy ich syn miał zaledwie dwa lata, podjęli najważniejszą decyzję w swoim życiu. Spakowali walizki i z nadzieją na lepsze jutro wyruszyli do Stanów Zjednoczonych. Zostawiali za sobą kraj, w którym Krawczyk był idolem, by w nowym świecie zacząć wszystko od zera, licząc na to, że jego talent i głos zostaną wreszcie należycie wynagrodzone.
Jak Krzysztof Krawczyk zamienił mikrofon na młotek
Amerykański sen bardzo szybko odsłonił swoje drugie, koszmarne oblicze. Rzeczywistość okazała się brutalna i pozbawiona złudzeń. Zderzenie z nią było bolesne, a marzenia, które miały ich uskrzydlić, zaczęły ich dzielić. Okazało się, że stawki za koncerty dla polonijnej publiczności nie wystarczały na godne życie w Stanach. Pieniądze topniały w zastraszającym tempie, a Krzysztof Krawczyk, gwiazda polskiej estrady, stanął przed dramatycznym wyborem. Aby utrzymać rodzinę, musiał podjąć pracę fizyczną. Idol tysięcy Polaków zamienił mikrofon na narzędzia i zaczął dorabiać na budowie, w pocie czoła zarabiając na chleb.
Amerykański sen Krzysztofa Krawczyka, który słono kosztował
Długie godziny spędzone na budowie i rosnąca tęsknota za dawnym życiem coraz bardziej przytłaczały artystę. To upokorzenie było jednak dopiero początkiem dramatu, jaki rozegrał się za oceanem. Wielka wyprawa po sławę i pieniądze nie tylko nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, ale zniszczyła jego małżeństwo. Ameryka zabrała mu znacznie więcej niż tylko złudzenia – zabrała mu miłość i zaufanie, co doprowadziło go do totalnej depresji. Sen o luksusie zamienił się w opowieść o zdradzie, stracie i walce o przetrwanie, której gorzki smak pozostał w nim na zawsze.