Najtrudniejsze są poranki, kiedy temperatura w mieszkaniu pani Basi wynosi zaledwie 14 stopni Celsjusza, gdy kobieta wstaje z łóżka.
Potem gdy idę do kuchni i odpalam kuchenkę gazową na chwilę, to się ociepla do prawie 15 stopni, ale muszę kuchenkę wyłączać, bo czuć gazem w całej kuchni - mówi emerytka.
Położenie seniorki jest skrajnie trudne. Kobieta żyje w wyziębionym, wynajmowanym lokalu, a brak pieniędzy uniemożliwia jej przeprowadzkę w inne miejsce.
Moja emerytura to 2100 złotych - mówi smutnym głosem i… marznie.
Brak ciepła w budynku przy ulicy Dworcowej w Bolechowie dotyka łącznie sześciu rodzin. Jedną z nich tworzy marznąca pani Basia oraz jej chory syn, którzy z niepokojem patrzą w przyszłość. Dawniej lokale te zamieszkiwali pracownicy zakładów Stomil w Poznaniu. Z czasem niektórzy lokatorzy wykupili mieszkania na własność, a resztę przejęła prywatna spółka.
Mnie nie było stać na wykupienie, bo nie mam oszczędności, a emerytura ledwo mi starcza na życie - mówi seniorka.
Kiedy właściciel lokalu zdecydował o rozbiórce służącego dotychczas do ogrzewania pieca kaflowego, obiecał podpięcie do sieci centralnego ogrzewania oraz brak jakichkolwiek problemów z ciepłem. Ponieważ w budynku znajduje się już przyłącze gazowe, sprawa wydawała się zwykłą formalnością. Rzeczywistość okazała się inna i zapowiadanych prac ostatecznie nie zrealizowano.
Po wyburzeniu pieców kaflowych zostaliśmy bez ogrzewania i marzniemy w mieszkaniach - mówi kobieta.
Reprezentujący właściciela pełnomocnik poinformował, że lokatorom zaproponowano nowe grzejniki elektryczne, jednak wszyscy zgodnie odrzucili tę propozycję.
Instalacja w domu jest stara i grzanie farelkami grozi pożarem - boi się pani Basia.
Nadejście zimy jest nieuchronne, a słupki rtęci wkrótce spadną poniżej zera. W trudną sytuację mieszkańców zaangażowała się już między innymi posłanka partii Razem Marcelina Zawisza.