Marcin Miller przeżył chwile grozy z psychofanem. "Zadzwoniłem na policję"

Marcin Miller to niekwestionowana gwiazda polskiej sceny disco polo. Jego utwory nucą miliony, nawet ci, którzy za tym gatunkiem nie przepadają. Status ikony niesie jednak za sobą nie tylko blaski, ale i poważne zagrożenia, o czym lider zespołu Boys opowiedział w najnowszym wywiadzie dla "Super Expressu".

Marcin Miller - kim jest znany muzyk?

Lider zespołu Boys to absolutna legenda rodzimej muzyki tanecznej, wokalista i utalentowany kompozytor. Założona w 1990 roku w Prostkach formacja od trzech dekad bije rekordy popularności na rynku disco polo. To właśnie on stworzył ponadczasowe przeboje, takie jak chociażby „Jesteś szalona", „Wolność" czy „Łobuz", które na stałe zapisały się w polskiej popkulturze. Frontman ma na koncie dziesiątki wydanych płyt, a także napisał książkę „Jestem szalony" i stworzył własną linię ubrań Miller Boyz.

Wokalista doskonale odnajduje się również w telewizji i szołbiznesie. Na swoim koncie ma współpracę z takimi produkcjami jak „Disco Polo Live" czy „Jestem jaki jestem", a także brał udział w hitowym programie rozrywkowym „Taniec z Gwiazdami". Obecnie zasiada w jury show „Disco star", a już jesienią 2026 roku fani zobaczą go w formacie „Twoja Twarz Brzmi Znajomo".

Marcin Miller szczerze o pieniądzach. Może nazywać się milionerem?
Quiz - disco polo czy rap? Pytamy o największe hity polskich artystów
Pytanie 1 z 10
Wszystko, co chciałbym mieć, to jest sześć zer na koncie i żebyś ty była przy mnie

Marcin Miller miał psychofana. Musiał dzwonić po policję

Popularność ma też swoją mroczną stronę, o czym artysta przekonał się na własnej skórze. W rozmowie z „Super Expressem" gwiazdor przyznał, że jeden z sympatyków zaczął stanowić realne zagrożenie, pojawiając się w pobliżu jego prywatnej posesji.

- Zadzwoniłem na policję. Policja przyjechała, zapakowali go do radiowozu. Pan policjant przyszedł do mnie i powiedział tak: "Panie Marcinie, jedyne, co możemy zrobić, to jedynie przetrzymać go tam 48 godzin, a potem do szpitala. Musimy jakiś tam wniosek...". Było widać, że coś z tym panem jest nie tak - powiedział Miller.

Choć piosenkarz docenił działania funkcjonariuszy, nie potrafił ukryć strachu o bezpieczeństwo swoje i swoich najbliższych w obliczu nieprzewidywalnego zachowania fana.

- Mówię: "Wiecie, panowie, okej, ja rozumiem - fan, ale cholera wie, co on zrobi. A może jak będę wyjeżdżał samochodem i nie dam autografu po raz kolejny, to mi jakoś kosę wsadzi?" Przecież znany jest przypadek, jak jakiś psychofan zaatakował gwiazdę na oczach męża i dziecka Było coś tam chyba na oczach męża i dziecka. Różne przypadki się zdarzają - powiedział Miller.