Spis treści
Występ Skolima dla prezydenta podzielił ludzi. Brzozowski mówi, co o tym myśli
Rafał Brzozowski zagrał w swoim życiu niezliczoną liczbę koncertów w Polsce. Często pojawiał się na wielkich wydarzeniach, stąd doskonale rozumie mechanizmy branży. Wie, że niemal każde wyjście na scenę może sprowokować dyskusję o zabarwieniu politycznym. W rozmowie z "Super Expressem" został zapytany o to, jak ocenia obecność Skolima na koncercie zorganizowanym u Prezydenta.
Zobacz też: Skolim na scenie u Nawrockiego. Ale wszyscy patrzyli na jego nogę. Oto, co zaśpiewał!
Rafał Brzozowski o występie Skolima dla prezydenta. Padły mocne słowa
W ostatnich latach Skolim wypracował sobie pozycję jednej z największych gwiazd na polskim rynku muzycznym. Nic więc dziwnego, że jego udział w wydarzeniu, na którym obecna była głowa państwa, nie przeszedł bez echa i natychmiast nabrał kontekstu politycznego. Rafał Brzozowski stoi jednak na stanowisku, że sam fakt przyjęcia zaproszenia na występ nie czyni z nikogo zwolennika danej opcji. Muzyk stanowczo zaznacza, że zmuszanie twórców do opowiadania się po którejś ze stron jest błędem. Podkreśla, jak ważne jest odróżnienie działalności czysto artystycznej od jawnego wspierania polityków.
Zobacz też: Skolim przemówił do młodzieży w Juracie. "Nie dopuśćmy do takiej sytuacji"
Brzozowski przekonuje, że twórczość muzyczna musi być ponad podziałami. Artyści, w jego ocenie, powinni mieć pełną swobodę w docieraniu ze swoimi piosenkami do słuchaczy, niezależnie od tego, jakie poglądy reprezentują osoby zgromadzone pod sceną lub z jakiego środowiska się wywodzą.
Przy okazji wokalista nawiązał do własnej przeszłości. Wyznał, że sam musiał zmierzyć się z łatką artysty zaangażowanego politycznie. Nie ukrywa, że takie przypinanie łatek sporo go kosztowało i nie należało do miłych doświadczeń. Właśnie dlatego tak stanowczo sprzeciwia się ocenianiu muzyków na podstawie miejsc, w których decydują się grać. Według niego liczyć powinna się wyłącznie sztuka i to, czym dzielą się z fanami.
Myślę, że za dużo jest w naszym życiu tej polityki, która dzieli artystów. Jeżeli ktoś wystąpił tu, to pewnie popiera kogoś, jeżeli ktoś wystąpił tam, to popiera kogoś. Ja uważam, że muzyka jest dla wszystkich [...] z własnego doświadczenia wiem już, że muzykę powinno się robić dla wszystkich i śpiewać dla każdego [...] I jeśli to jest występ po prostu artystyczny, a nie jest to angażowanie się polityczne u kogoś, to okej. Ja uważam, że tak to powinno wyglądać, my powinniśmy śpiewać dla jednej, dla drugiej strony, dla każdego, bo muzyka nie jest dla jednej grupy społecznej, zarówno nie chodzi tylko o politykę, ale też o warstwy społeczne. Więc ja tak do tego podchodzę i uważam, że tej polityki jest za dużo. Jeżeli ktoś śpiewa, bo jest na topie czy na fali, to niech śpiewa. Natomiast kwestia czy to niesie za sobą jakieś polityczne konsekwencje. Mnie też próbowano gdzieś tam przyporządkować politycznie i to niedobrze wychodzi. Dlatego wiem... odczułem to na własnej skórze, ale trzeba wyciągać wnioski z tego. Także robić swoje muzykę ogólnodostępną - mówi "Super Expressowi" Rafał Brzozowski.
Wokalista nie kryje frustracji z powodu tego, że obecnie niemal każda aktywność sceniczna jest prześwietlana pod kątem ewentualnych preferencji politycznych. Zauważa, że polityka stała się zbyt wszechobecna i wdziera się w sfery, które z założenia miały gwarantować ludziom ucieczkę od codzienności i zapewniać pozytywne wrażenia.
Tak powinno być, tej polityki jest tak dużo, ona weszła wszędzie, do filmu, do muzyki, praktycznie wszędzie. Myślę, że wszyscy są tym zmęczeni - mówi nam Brzozowski.
Rozmawiała Julita Buczek