Mała piekarnia ukarana za dwa centymetry szyldu. Rozmowy z urzędnikami o anulowaniu kary

2026-10-23 16:34

41 tysięcy złotych za szyld wystający o dwa centymetry. Warszawski Zarząd Dróg Miejskich nałożył taką właśnie karę na właścicielkę niewielkiej mokotowskiej piekarni. Dla przedsiębiorczyni to oznacza koniec działalności. Po medialnej burzy urzędnicy zdecydowali się na spotkanie. Piekarnia walczy o przetrwanie i liczy, że ogromna kara zostanie umorzona.

Spotkanie w ZDM-ie z urzędnikami ZDM i właścielką piekarni

W piątek 23 października kierownictwo Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie rozmawiało z właścicielką punktu przy ul. Domaniewskiej 17. W zebraniu wzięli udział między innymi Łukasz Puchalski, szef ZDM-u, oraz Jakub Dybalski, rzecznik prasowy, a także urzędnicy nadzorujący sprawę mokotowskiej piekarni. Od strony właścicielki uczestniczył w nim jej prawnik. Spotkanie zorganizowano po licznych publikacjach medialnych, w tym po interwencji „Super Expressu”.

- Urzędy mają budować zaufanie obywateli do instytucji i państwa. Po czymś takim ja, jako obywatelka nie mam żadnego zaufania do ZDM-u. Przecież ich urzędnicy się kryli, robili zdjęcia chowając się po krzakach, nikt nie wszedł do piekarni i nie rozmawiał z nami. To draństwo. Mają licencję na zabijanie małych biznesów -

Rozmowy rozpoczęły się w siedzibie zarządu na Chmielnej 120, o godzinie 12. Celem spotkania było ponowne przeanalizowanie dokumentacji. Pani Katarzyna Górnich-Czyżewska ma nadzieję na rozwiązanie, które uratuje jej 12-letnią działalność gospodarczą. Przedsiębiorczyni nie ukrywała przed dziennikarzami, że oczekuje całkowitego anulowania kary.

Dobre nastroje po spotkaniu w ZDM-ie

Zakończono je po niespełna sześćdziesięciu minutach. Żadne konkretne decyzje nie zapadły. Strony postanowiły kontynuować negocjacje we wtorek 27 października. Uczestnicy spotkania wydają się być pozytywnie nastawieni do dalszych rozmów.

- Usiedliśmy do „okrągłego stołu” i rozmawialiśmy. ZDM wykazał dobrą wolę i rozwiązanie według obowiązujących przepisów. Analizowaliśmy tę sprawę od początku, w tym nieprawidłowości po obu stronach. Liczę, że we wtorek dojdzie do finału tej sprawy - której, mam nadzieje, będzie umorzenie kary -

Z podobnym optymizmem wypowiadają się przedstawiciele ZDM-u. Zaznaczają, że sprawa może wkrótce się zakończyć pomyślnie.

- Spotkanie przebiegło w bardzo dobrej atmosferze. Obecnie poprosiliśmy właścicielkę o dodatkowe dokumenty związane z tą sprawą. Myślę, że dojdziemy do szczęśliwego końca. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wtorek będzie ostatecznym terminem. Wszyscy byśmy tego chcieli - komentuje Jakub Dybalski, rzecznik ZDM-u.

Kara 41 tysięcy złotych za szyld mokotowskiej piekarni

Spór rozpoczął się, gdy ZDM nałożył karę w wysokości 36 tys. zł. Z czasem, po dodaniu odsetek, należność wzrosła do przeszło 41 tys. zł. Taką sumę piekarnia musi wpłacić za nieprzepisowy szyld.

Decyzja zapadła w wyniku anonimowego donosu i późniejszej kontroli, z której wyniknęło, że tablica „Galeria Lubaszka” wystaje 2 centymetry za krawędź elewacji, co było spowodowane gumowymi elementami wyrównującymi. Prawo nakazuje, aby takie elementy znajdujące się w pasie drogowym miały zezwolenie ZDM-u. Z braku takiego dokumentu wyciągnięto bardzo dotkliwe konsekwencje, a sprawa ciągnie się od zeszłego roku.

Właścicielka twierdzi, że wszelkie zawiadomienia o karze nie były dostarczane do niej, a bezpośrednio do sieci Lubaszka. O nakazie zapłaty 41 tysięcy dowiedziała się dopiero od dostawcy pieczywa. Przedstawiciele urzędu natomiast zapewniają, że prawidłowo informowali zainteresowaną stronę.

Mieszkańcy wspierają piekarnię

Mokotowscy mieszkańcy stają w obronie zagrożonego punktu. Piekarnia u zbiegu ul. Domaniewskiej jest ważnym miejscem w okolicy. Zależy na niej zwłaszcza lokalnym emerytom, dla których dalsze wyprawy po pieczywo mogą być dużym utrudnieniem.

Osoby kupujące w tym sklepie zgodnie argumentują, że dwa centymetry wystającego baneru nie tamowały ruchu ani nie stwarzały żadnego zagrożenia na ulicy. Nałożona kara w ich oczach jest zdecydowanie zbyt surowa w stosunku do tak drobnego uchybienia.

– Dla mnie decyzja urzędników jest irracjonalna. Ten wystający baner przecież nie wpływał w żaden sposób na pieszych. Mam nadzieję, że rozgłos medialny pomoże pani Katarzynie – komentuje pani Agnieszka, klientka piekarni.

Dla wielu klientów problemem nie jest jedynie utrata dostępu do chleba, lecz koniec wieloletniej historii firmy oraz to, że zlikwidowanie piekarni oznacza pozbawienie zatrudnienia pracujących tam ludzi.