Zamieszanie wokół edukacji zdrowotnej w Polsce
Wprowadzenie do polskiego systemu oświaty nowego przedmiotu – edukacji zdrowotnej – stało się jednym z najgorętszych tematów debaty publicznej. Kontrowersje narastają nie tylko wokół treści programowych, ale również trybu implementacji zmian. Zamiast długotrwałej ścieżki ustawodawczej, Ministerstwo Edukacji Narodowej zdecydowało się na wprowadzenie przedmiotu za pomocą rozporządzenia, co przez krytyków jest interpretowane jako próba ominięcia szerokich konsultacji i przyspieszonego wdrożenia reformy.
Głównym problemem wokół tego przedmiotu jest zastąpienie Wychowanie do życia w rodzinie. Oprócz zagadnień dotyczących zdrowia fizycznego, psychicznego i profilaktyki, program ma objąć kompleksową edukację w zakresie zdrowia seksualnego. To właśnie ten element budzi najsilniejszy sprzeciw środowisk konserwatywnych oraz przedstawicieli Kościoła, którzy wskazują na zagrożenie dla konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami i zarzucają projektowi charakter ideologiczny.
Okazało się, że mało rodziców zapisało swoje dzieci na ten przedmiot. W związku z tym rząd Donalda Tuska planuje wprowadzić ten przedmiot jako obowiązkowy.
Edukacja zdrowotna to dubel innych przedmiotów?
Dr Tomasz Rzymkowski był wiceministrem w rządzie Przemysława Czarnka. Polityk nie ukrywa, że ma wyrobione zdanie na temat edukacji zdrowotnej w polskich szkołach.
- Edukacja zdrowotna jest w szkołach. Mamy kontakt z oświatą i widzimy w podstawie programowej, że ona jest w przypadku wielu przedmiotów. Dzieci są już przeładowane podstawą programową. Wyrzuciłbym z niej wiele [...] Przecież to wszystko nie znika z innych przedmiotów. Ma być mniej wf czy przyrody kosztem edukacji zdrowotnej? Nie widziałem zmian w tamtych lekcjach, czyli powstaje nowy przedmiot, który ładnie wygląda. Ale to już jest. To kolejna cegiełka w dziecięcym plecaku - powiedział.