Lwów wybrał 2027 rok
Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła rok 2027 rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza OUN Ołeha Olżycza. Decyzję podjęto na sesji plenarnej, uzasadniając ją m.in. 120. rocznicą urodzin Szuchewycza oraz 85. rocznicą powstania UPA.
Wydarzenie to wywołało ostry sprzeciw w Polsce. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz określił uchwałę jako "nieakceptowalną", podkreślając, że niszczy ona wzajemne zaufanie i wymaga stanowczego odcięcia się władz w Kijowie. Z kolei szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zaznaczył, że gloryfikowanie zbrodniarzy odpowiedzialnych za mordowanie Polaków stanowi całkowity brak wzajemności wobec udzielonej Ukrainie pomocy.
Sprawę potępił również IPN, przypominając, że Szuchewycz był architektem ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Oficjalne upamiętnienie dowódcy UPA uznano za cios w pamięć o ofiarach zbrodni.
Leszek Miller reaguje na podejście Ukraińców
Polityk nie ukrywa swojego oburzenia na podejście władz obwodu lwowskiego.
- Nie jestem zaskoczony, bo przecież to kolejny poważny fakt w całej probanderowskiej polityce Ukrainy. A najgorsze to, że polskie władze nie potrafią zareagować. Był brak reakcji w przypadku śmierci Polaków w Przewodowie. Brak reakcji w przypadku śmierci niektórych pogrzebów […] Jest dużo gadania i żadnych faktów […] Kult nacjonalistów i ludobójców jest obecnym kultem państwa ukraińskiego. W takich przypadkach reakcja Polski jest zerowa lub minimalna - powiedział.