Zamieszki we Francji
W weekend 17-18 października 2026 roku we Francji doszło do masowych protestów i najgwałtowniejszych od lat zamieszek ulicznych. Na ulice m.in. Paryża, Marsylii, Lyonu oraz Lille wyszło ponad pół miliona osób (z czego w samej stolicy ponad 110 tysięcy). Akcje protestacyjne zorganizowano przeciwko rosnącym kosztom życia oraz niedofinansowaniu edukacji. Zaczęły się one od niedawnych strajków uczniów i studentów, do których dołączyły związki zawodowe, aktywiści klimatyczni i ruch "żółtych kamizelek".
Spokojne początkowo demonstracje zostały przyćmione przez brutalne ataki grup wandali. Doszło do dewastacji i plądrowania sklepów, podpalania samochodów oraz ataków na budynki publiczne (m.in. ratusze w Limoges i Rouen, prefekturę w Bordeaux czy komisariaty w Marsylii i Breście). W Paryżu zniszczono całe ulice, a policja użyła gazu łzawiącego. W całej Francji aresztowano ponad 1800 osób, a obrażenia odniosło co najmniej 150 funkcjonariuszy. Premier Sébastien Lecornu i prezydent Emmanuel Macron potępili przemoc, zapowiadając bezkompromisowe rozliczenie sprawców.
Polska drugą Francją? Mulawa nie ma wątpliwości
Krzysztof Mulawa dosyć brutalnie odniósł się do zamieszek we Francji. Według niego Polska nie może czuć się bezpieczna przez rządy nie tylko PIS, ale i obecnej koalicji.
- Dlaczego miałoby do czegoś takiego nie dojść w Polsce? Przez ostatni czas byliśmy rekordzistami w Europie w masowej i niekontrolowanej migracji. Przyjmowaliśmy więcej migrantów, co było dla mnie skrajnie głupie. Więcej niż UK czy Włochy. Robiliśmy dużo, aby takie obrazki jak z Francji powtórzyły się w Polsce za kilka lat. To efekt odłożony w czasie, nie na teraz. Jesteśmy na takim etapie, że coś takiego może się powtórzyć. […] Podczas tego czasu przyjmowaliśmy też sporo imigrantów z Ukrainy i Białorusi, jednakowoż sporo osób migrowało do Polski z krajów afrykańskich i azjatyckich. Być może dzisiaj jeszcze rodacy nie są gotowi - skomentował Mulawa.