Bogdan Kalus komentuje nowe odcinki "Rancza". Taka będzie oglądalność!

Miłośnicy serialu "Ranczo" doczekali się przełomowej informacji. Po dziesięciu latach przerwy twórcy i obsada popularnej produkcji wrócili na plan zdjęciowy, aby zrealizować sześć premierowych odcinków. Wcielający się w jednego z ulubieńców publiczności Bogdan Kalus zachowuje jednak spory dystans do tego przedsięwzięcia. Artysta wyjaśnił, co skłoniło go do ponownego przyjęcia roli i dlaczego wyklucza kontynuowanie tej historii w nieskończoność.

Bogdan Kalus o oglądalności serialu "Ranczo" i zmianach w telewizji

Przez wiele lat serial "Ranczo" bił rekordy popularności. Perypetie mieszkańców Wilkowyj przyciągały przed ekrany wielomilionową widownię, a wykreowane w produkcji postacie na stałe zagościły w świadomości odbiorców. Nic dziwnego, że wieść o wznowieniu zdjęć po dekadzie przerwy wzbudziła ogromne poruszenie. Sympatycy tytułu zyskali szansę na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami, natomiast dla obsady to powrót do projektu, który w przeszłości stanowił niezwykle istotny etap ich kariery zawodowej.

W rozmowie z „Super Expressem” Bogdan Kalus tonuje jednak nastroje i powstrzymuje się przed przedwczesnym ogłaszaniem triumfu. Aktor uważa, że prawdziwy werdykt zapadnie dopiero po premierze nowych odcinków przed szeroką publicznością. Zwraca również uwagę na ogromną zmianę nawyków samych odbiorców. Współczesna telewizja musi rywalizować z platformami streamingowymi oraz siecią, przez co dawnych rekordów frekwencji przed telewizorami nie sposób bezpośrednio porównywać z dzisiejszymi realiami rynkowymi.

Scenariuszowo wszystko się zgadzało, ale najważniejszy jest efekt końcowy. Będę spokojny o ten powrót, jeśli oglądalność osiągnie, choć połowę tego, co kiedyś. Gdyby było pięć milionów widzów, to byłby świetny wynik. W trzeciej czy czwartej serii mieliśmy odcinki oglądane przez dziesięć milionów ludzi. Dzisiaj trudno porównywać te liczby, bo widzowie przestali oglądać telewizję w taki sposób jak kiedyś. Korzystają ze streamingu i internetu - mówi nam Bogdan Kalus.

Nowe odcinki "Rancza" to koniec historii. Bogdan Kalus wskazuje powody

Dla samego aktora realizacja sześciu premierowych odsłon stanowi przede wszystkim definitywne domknięcie pewnego etapu. Choć zdaje sobie sprawę z oczekiwań fanów liczących na kolejne sezony, to podkreśla, że nie wolno lekceważyć zmian, jakie zaszły w ciągu ostatnich dziesięciu lat. W ekipie brakuje dziś kluczowych twórców, którzy nadawali tej produkcji niepowtarzalny ton. Zmarli bowiem scenarzysta, aktorzy Paweł Królikowski i Franciszek Pieczka, a także operator Włodzimierz Głodek.

Te sześć odcinków traktuję trochę jak zamknięcie pewnego rozdziału. Wiem, że widzowie proszą o więcej, czasami nawet grożą, że będą domagać się kolejnych sezonów, ale to nie takie proste. Nie ma już scenarzysty, nie ma Pawła Królikowskiego, nie ma Franka Pieczki, nie ma też Włodka Głodka, operatora. Nie wracajmy na siłę do czegoś, co miało swój czas. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny niepokonanym - mówi "Super Expressowi" Kalus.

Warto podkreślić, że Bogdan Kalus na początku podchodził z dużą rezerwą do samej koncepcji kręcenia kontynuacji. Aktor żywił poważne obawy, czy po dziesięcioletniej przerwie twórcom uda się na nowo zbudować ten specyficzny klimat, który przed laty zachwycił publiczność „Rancza”. Jego nastawienie zmieniło się diametralnie dopiero po zapoznaniu się z tekstem scenariusza. Lektura utwierdziła go w przekonaniu, że opowieść nie straciła swojego pierwotnego ducha.

Na początku byłem bardzo sceptycznie nastawiony do pomysłu nowych odcinków. Kiedy jednak dostałem scenariusz i go przeczytałem, zobaczyłem, że wszystko się zgadza. To było stare, dobre "Ranczo". Nie miałem już obaw - przyznał nam aktor.

Bogdan Kalus opowiedział o kolegach z kultowego "Rancza". Fani serialu czekali na to od lat