Grażyna Zielińska ujawnia, jak dostała rolę w „Ranczu”: „Od początku wiedział, że to będę ja”

Grażyna Zielińska, 73-letnia ikona polskiego kina i teatru, zapisała się w pamięci widzów jako kultowa Babka z emitowanego w TVP serialu „Ranczo”. W najnowszym wywiadzie dla radia VOX FM aktorka zdradziła kulisy swojego angażu do tej produkcji. Artystka opowiedziała również o nietypowych zaczepkach fanów oraz ostatecznym zamknięciu uwielbianego telewizyjnego hitu.

Artur Barciś o "Podlasiu" i nowych odcinkach "Rancza" | Wywiady ESKA

Kariera Grażyny Zielińskiej. Gdzie grała gwiazda serialu „Ranczo”?

Urodzona w 1952 roku Grażyna Zielińska jest absolwentką wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Ogromną popularność w kraju przyniosły jej wyraziste postaci drugoplanowe w telewizyjnych hitach. Widzowie najbardziej zapamiętali ją jako zielarkę w „Ranczu”, choć artystka zagrała również w produkcjach „Na dobre i na złe”, „Pierwsza miłość” oraz w filmie „Pieniądze to nie wszystko”. Aktorka na stałe współpracuje z Teatrem Dramatycznym w Płocku, a ponadto stale gości na ekranach za sprawą serialu „Barwy szczęścia”.

Grażyna Zielińska o powrocie serialu „Ranczo”. Aktorka ujawnia szczegóły finału

Aktorzy „Rancza” zjechali się w czerwcu 2026 roku, aby zrealizować finałową odsłonę tej uwielbianej produkcji. Celem jest ostateczne domknięcie wątków. Dziennikarze radia VOX FM zaprosili do rozmowy Grażynę Zielińską, która stanowi jeden z najważniejszych filarów obsady. Jej kreacja lokalnej znachorki na stałe weszła do kanonu polskiej popkultury.

Paula Dąbrowska: Powiedzmy to wprost – Babka z Wilkowyj stała się pięknym symbolem ludowej mądrości i dosyć osobliwych receptur. Czy w normalnym życiu zdarzało się pani, że ludzie podchodzili na ulicy i pytali o przepisy, porady medyczne albo ziołowe eliksiry?

Grażyna Zielińska: – Tak, i to było bardzo miłe! Ktoś podchodził i mówił: „O, niech pani da mi przepis, żeby tego mojego starego coś tam do roboty pognało” (śmiech). Pytałam wtedy: „A jaki dzisiaj mamy dzień?”. Słyszałam, że poniedziałek. „To w poniedziałki nie leczę” - odpowiadałam. A tak naprawdę w życiu prywatnym nie za bardzo znam się na ziołach. Wiem, że melisa jest na uspokojenie, kojarzę coś o korze dębu i rumianku - i to tyle!

Pani Katarzyna Żak w jednej z rozmów przyznała, że rola Solejukowej to głównie efekt jej własnej ciężkiej pracy i pomysłu na postać. Jak to wyglądało w przypadku Babki z „Rancza”?

– Zastanawiałam się, jak to ugryźć. Prywatnie jestem bardzo temperamentną osobą, mam w sobie mnóstwo energii życiowej i optymizmu. Tworząc Babkę, chciałam to trochę wyciszyć - nie chciałam, żeby wyszła z niej taka przemądrzała, wszystko wiedząca kobieta. Musiałam powalczyć ze sobą, żeby nie być zbyt gwałtowną, a jednocześnie zachować naturalność, bo na co dzień jestem straszną gadatliwa (śmiech). Musiałam to okiełznać, dbając o to, by postać nie stała się flegmatyczna. Tak jest zawsze - jeśli przytomnie i uczciwie podchodzi się do zadania, to każdy aktor ciężko pracuje nad swoją rolą. Moja rola Babki w dotychczasowym „Ranczu” była w gruncie rzeczy rolą epizodyczną. W serialu działo się mnóstwo innych rzeczy, a jednak to właśnie Babka tak mocno zapadła widzom w pamięci. Nie ukrywam, że to dla mnie ogromny zaszczyt. Cieszę się z tego, bo wiadomo, że każdy aktor lubi być doceniany. Według mnie to jest właśnie sens aktorstwa - nie tyle bycie sławnym, ile bycie zauważanym przez widzów. Aktor bez widza nie istnieje, a uznanie publiczności to największa nagroda.

Ale to chyba nie pierwszy raz, kiedy pani „epizodyczna” rola urosła do rangi postaci kultowej?

– Był taki okres, kiedy trafiłam do serialu „Na dobre i na złe”. Grałam tam bardzo lubianą przez widzów Mamę Mareczka - a samego Mareczka grał Paweł Wilczak. Miałam się pojawić tylko na dwa odcinki, a okazało się, że zostałam na kilkanaście lat! Wszyscy na ulicy wołali za mną: „Mama Mareczka, Mama Mareczka”. Ludzie zaczęli mnie zaczepiać, polubili mnie. Ktoś prosił o zdjęcie na ulicy, ktoś o autograf. Pytałam zdziwiona: „Mnie?”, a w odpowiedzi słyszałam: „Tak, panią!”. Myślałam sobie wtedy: „Ojej, ojej”. Miałam jednak w głowie jedno - taka popularność nie jest dana na zawsze. Znikniesz na miesiąc z ekranów i już nie istniejesz. Po roli Mamy Mareczka wcale nie grałam jakoś bardzo dużo. Gdzieś tam drugi plan, tu epizod, tam malutka rola. Telefony wcale nie szalały.

A wracając do „Rancza” - jak wyglądała pani współpraca z reżyserem, Wojtkiem Adamczykiem?

– Nawet pytałam kiedyś Wojtka, czy na tę rolę były jakieś castingi, ponieważ ja propozycję przyjechania na próby dostałam po prostu na maila. Wojtek odpowiedział mi, że wcześniej oczywiście organizowano inne castingi, jednak dodał: „Ja od początku wiedziałem, że to ty będziesz grała”. Znałam Wojtka Adamczyka z dawnych lat, kiedy reżyserował jeszcze spektakle dyplomowe, które wychodziły bombowo.

Czyli gdy tylko dostał scenariusz, od razu wiedział, że Babka to musi być Zielińska?

– Tak. Bardzo się ucieszyłam, że w ogóle o mnie pamiętał po tych wszystkich latach i po mojej pracy w teatrze. Praca z nim to zaszczyt, bo Wojtek Adamczyk to jest najwyższa reżyserska półka. I tak się złożyło, że trafiłam do „Rancza”.

Czy po sukcesie serialu jest pani zasypywana nowymi rolami?

– Żebym była jakoś specjalnie zasypywana propozycjami jak inne aktorki, nawet w moim wieku? O nie, tak nie ma. To nie tak, że przez rolę Babki z „Rancza” nagle gram teraz wszędzie.

Ucieszyła się pani na wieść o powrocie „Rancza”?

– Bardzo mi się ten pomysł podoba. Ucieszyłam się, że zaczniemy tę pracę i że zdołamy ją szczęśliwie dokończyć, po tych dziesięciu latach szarpaniny w tę i we w tę. Przecież wszyscy w kółko pytali o to „Ranczo” - kiedy będzie, kiedy wraca, co dalej z serialem...

Trudno się dziwić – serial zostawił wiele otwartych wątków, które aż proszą się o zamknięcie...

– To jest dłuższa historia, ale nie chcę w nią głęboko wchodzić. Scenariusz po tych dziesięciu latach został oczywiście uaktualniony, trochę pozmieniany, ale warto było.

A kiedy dokładnie otrzymała pani informację, że wracacie na plan?

– Informację na ten temat dostaliśmy w styczniu i lutym 2026 roku.

I jak pani zareagowała, gdy przyszedł scenariusz?

– Ucieszyłam się, ponieważ to będzie historia definitywnie zamykająca cały projekt pod tytułem „Ranczo”. Dla widzów wszystko stanie się jasne i nie trzeba będzie nas już wszędzie zaczepiać i dopytywać o ciąg dalszy. Będzie można wyrażać swoje opinie po obejrzeniu całości - mówić, czy wyszło gorzej, czy lepiej, po co to było i na co - ale to będzie jasny koniec. Nie będzie już pytań: „A kiedy nakręcicie coś nowego, żeby coś poprawić lub zmienić?”, bo każdy przecież ma sto tysięcy swoich pomysłów. Projekt zostanie zamknięty i to będzie koniec. Nic więcej już nie powstanie!

A jak to wszystko wygląda w kwestii śmierci Franciszka Pieczki i Pawła Królikowskiego? Czy w scenariuszu pojawi się jakieś osobne pożegnanie tych aktorów?

– Trzeba ten projekt zamknąć bez względu na śmierć Pawła Królikowskiego i pana Franciszka Pieczki. Bez względu na tragiczne wypadki losowe, które dotknęły nas - ludzi, którzy brali w tym udział. Zresztą projekt i tak zostałby zakończony już wcześniej, gdyby producenci i telewizja dogadali się na czas. Mimo wszystko rozmawialiśmy o nich na planie dobrze, z ogromną radością, że mieliśmy możliwość z nimi pracować. Myślę, że to ostateczne zakończenie bardzo by ich ucieszyło. Podchodzimy do tego zwyczajnie - nie ma tu jakiegoś sztucznego smutku czy odprawiania wspólnych żalów, że tak się stało. Przecież to jest normalne życie. Każdy ma swoją drogę. Jeden przeżył więcej, drugi mniej, jeden ich poznał bliżej, inny nie, bo przecież nie wszyscy mieliśmy wspólne sceny. Proszę to potraktować jako naturalną kolej rzeczy, życie idzie dalej. Nie wiem, czy w samym serialu będzie jakieś specjalne pożegnanie lub napisy dedykowane. Ja skupiam się na swoim zadaniu.

Quiz z Ranczo: Jak miał na imię bohater serialu? Tylko prawdziwy fan to wie!
Pytanie 1 z 13
Jak na imię miał Kusy?