Miał być hit Netflixa, a wyszło rozczarowanie. "Love is Blind: Polska" podzieliło widzów

2026-05-25 12:20

Za nami emisja całego pierwszego sezonu "Love is Blind: Polska". Netflix zapowiadał tę produkcję jako największy polski hit roku na swojej platformie, więc oczekiwania były ogromne. Po obejrzeniu całości mam jednak sporo zastrzeżeń do formatu. Oto podsumowanie polskiej edycji popularnego reality show.

Początek w kabinach „Love is Blind: Polska” wzbudził mieszane uczucia

Regularnie śledzę kolejne sezony "Love is Blind" z różnych stron świata, zdecydowanie preferując wersje europejskie. W przeciwieństwie do amerykańskiej edycji skupionej na zasięgach w social mediach, na Starym Kontynencie wciąż liczy się prawdziwa walka o miłość. Z tego powodu przed premierą polskiej edycji miałam równie duże oczekiwania, co obawy dotyczące ostatecznego obrazu naszych rodaków przed kamerami.

Początkowo uczestnicy zamknięci w kapsułach zrobili na mnie pozytywne wrażenie, prezentując się jako ludzie z bagażem doświadczeń, którzy szczerze walczą o swoje szczęście. Niestety, moje nastawienie zmieniło się, gdy porównałam nasz sezon z amerykańskim odpowiednikiem oraz trzecią edycją szwedzką. Szybko zdałam sobie sprawę, że polskie kabiny potraktowano po macoszemu na etapie montażu, skupiając się niemal wyłącznie na parach planujących zaręczyny. W innych krajach widzowie mogli poznać także pozostałych uczestników, a same rozmowy w kapsułach zajmowały znacznie więcej czasu antenowego.

Dalsze etapy „Love is Blind: Polska” mocno rozczarowały

Liczyłam na to, że wspólne wakacje, przygotowania do ślubów i same ceremonie zrekompensują niedociągnięcia z początku programu. Moje odczucia okazały się jednak zupełnie inne. Odniosłam wrażenie, że ze względu na braki w materiale i pominięcie istotnych scen, wiele rozmów zostało całkowicie wyrwanych z kontekstu. Relacje, które na ekranie wydawały się błahe i powierzchowne, w rzeczywistości obfitowały w poważne dylematy. Utwierdziłam się w tym przekonaniu podczas oglądania przygotowań do ślubu i spotkań w szerszym gronie.

Największe zniesmaczenie wywołało u mnie jednak zachowanie rodzin niektórych uczestników. Nie mam tu na myśli bliskich Filipa, którzy po prostu skorzystali z prawa do odmowy udziału w show. Mowa o rodzinie Julki, która została przedstawiona w wyjątkowo niekorzystnym świetle, co spotkało się z ogromną falą krytyki ze strony internautów. Trudno w tym przypadku zrzucić winę wyłącznie na magię telewizyjnego montażu. Same uroczystości ślubne oceniam natomiast neutralnie – były ładnie przygotowane i estetycznie sfilmowane.

Reunion „Love is Blind: Polska” pozostawił spory niedosyt

Odcinek specjalny miał być okazją do wyjaśnienia wszystkich wątpliwości i niedomówień. Niestety, na kanapach zobaczyliśmy jedynie główne pary z prowadzącymi, a jedynym gościem specjalnym okazała się Kinga. W zagranicznych edycjach standardem jest zapraszanie singli, rodzin i publiczności, co w polskim formacie mogłoby rzucić zupełnie inne światło na niektóre konflikty. Ogromne wątpliwości budzi u mnie również nieobecność Marty i Damiana – to sytuacja bez precedensu w historii programu.

Mój główny zarzut kieruję jednak w stronę gospodarzy show. Oczekiwaliśmy charyzmatycznej pary, która wykaże się empatią, ale jednocześnie potrafi zadawać trudne pytania. W rzeczywistości dostaliśmy prowadzących, którzy zupełnie nie pasowali do formatu i sprawiali wrażenie, jakby czuli się niekomfortowo w swoich rolach. Ich interakcje często wydawały się sztuczne i wymuszone, a widzowie nie doczekali się zgłębienia najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych tematów.

Zofia Zborowska o relacji z ukochanym mężem. Tak dba o relacje z Andrzejem Wroną