Spis treści
Afera działkowa. SuperStyler oskarża markę She is Sunday o włamanie
Znana w sieci jako SuperStyler Marta Lech-Maciejewska przeżyła spore zaskoczenie podczas wizyty na swoim ogródku działkowym. Kobieta odkryła zniszczenia drewnianego ogrodzenia. Szybko połączyła fakty, gdy w internecie natknęła się na materiały promocyjne firmy She is Sunday, należącej do jej znajomej. Okazało się, że nowa kolekcja ubrań była reklamowana na tle uszkodzonego płotu, będącego własnością blogerki. Całą sytuację natychmiast zrelacjonowała swoim obserwatorom.
- Widzicie ten zniszczony płot? To będzie historia o tym, jak właścicielka polskiej marki modowej dla kobiet postanowiła bezprawnie wtragnać na moją działkę na RODzie, żeby zrobić sobie tutaj sesję zdjęciową dla swojej marki. Te reklamy teraz hulają po sieci - powiedziała Marta.
Twórczyni internetowa podkreśliła, że jej teren rekreacyjny jest prywatny i zawsze zamykany na kłódkę. To właśnie tam kobieta regularnie wypoczywa z bliskimi, a także tworzy profesjonalne treści na potrzeby własnej działalności biznesowej.
- Teraz wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy od kilku z was dostaję screeny hulającej w sieci reklamy. Ja wiem, że budynki można fotografować z zewnątrz, ale wkroczenie na cudzy teren? - powiedziała Marta.
Usterki pojawiły się dokładnie w tych punktach, w których do zdjęć pozowała modelka zatrudniona przez odzieżowy brand. Poszkodowana przyznała jednak, że nie dysponuje twardymi dowodami potwierdzającymi bezpośrednią winę dziewczyny ze zdjęć. Lech-Maciejewska zaznaczyła również wyraźnie, że nie łączą jej żadne interesy z She is Sunday, choć osobiście kojarzy założycielkę tego biznesu.
- Nie byłoby problemem, żeby ona do mnie napisała i zapytała, czy jest taka możliwość i jaki jest koszt wynajęcia tej działki - powiedziała Marta.
Głównym celem nagłośnienia incydentu było dla influencerki wyraźne odcięcie się od kontrowersyjnej promocji. Jednocześnie poinformowała swoich fanów o podjęciu odpowiednich kroków prawnych zmierzających do wyjaśnienia sprawy.
Na reakcję drugiej strony nie trzeba było długo czekać, ponieważ przedstawicielka oskarżanej firmy opublikowała obszerne wyjaśnienia bezpośrednio w sekcji komentarzy pod materiałem wideo.
- Marta, chciałabym Cię publicznie bardzo przeprosić. To, co wydarzyło się podczas naszej sesji zdjęciowej, nie powinno było mieć miejsca. Bardzo mi za to wstyd i przykro. Sesję realizowałyśmy na pobliskiej działce, którą w tym celu wynajęliśmy i to tam powstała większość kampanii. Jednak w drodze do niej zobaczyłyśmy Wasz piękny ogród - nie wiedząc w tamtej chwili że należy do Was, powstało tam kilka ujęć. Próbowałam skontaktować się z Tobą prywatnie, ponieważ zależy mi, żeby przeprosić Cię również osobiście i naprawić tę sytuację. Chciałabym także naprawić wszelkie szkody, jeśli do nich doszło. Materiały z tym ujęciem zostały już przez nas usunięte z reklam i z naszej strony. Nie powinniśmy byli wykorzystać tego ujęcia bez Twojej zgody. Biorę za to pełną odpowiedzialność і wyciągnę z tej sytuacji wnioski. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogły spokojnie porozmawiać - skomentowała właścicielka She is Sunday pod postem Marty.
Firma reaguje na oskarżenia. Jakie żądania ma SuperStyler?
Właścicielka marki odzieżowej nie poprzestała na wpisie pod filmem i postanowiła szerzej odnieść się do sytuacji na swoich oficjalnych profilach. Kobieta zamieściła specjalne oświadczenie, w którym tłumaczyła kulisy niefortunnego zdarzenia na ogródkach działkowych.
- Chcę powiedzieć Wam, co się stało. Podczas naszej sesji zdjęciowej, w drodze na wynajętą przez nas działkę, zobaczyłam biały płotek. Coś mnie po prostu poniosło i przeszłam przez niego bez zastanowienia, żeby zrobić kilka ujęć. To był sąsiedni, prywatny teren, do którego nie miałam prawa wejść. Zrobiłam coś, czego bym nie zaakceptowała, gdyby ktoś zrobił to nam. I jest to błąd, za który biorę pełną odpowiedzialność prawną, niezależnie od tego, jak spontanicznie do tego doszło. Bardzo za to przepraszam. Materiał, który tam powstał, usunęliśmy z kampanii i z naszych kanałów. Od pierwszego dnia próbowałam skontaktować się z Martą, żeby przeprosić i naprawić sytuację. Do tej pory się to nie udało, ale mam nadzieję, że jeszcze będziemy mogły porozmawiać. Wyciągnęłam z tej sytuacji wnioski i już wprowadziliśmy nowe zasady przy organizacji naszych sesji zdjęciowych, żeby podobny błąd nigdy więcej się nie powtórzył - powiedziała właścicielka marki modowej.
Równolegle poszkodowana blogerka przedstawiła swoim obserwatorom dalszy ciąg wydarzeń. Okazało się, że wysłała do przedstawicieli marki oficjalną korespondencję mailową oraz tradycyjny list, w którym sformułowała konkretne warunki ugody.
- Pierwsze oczekiwanie to przeprosiny na profilu instagramowym zarówno marki, jak i właścicielki, która bezprawnie wtargnęła na naszą działkę, uszkadzając płot, ale też robiąc sesję zdjęciową, którą później udostępniała i w sposób płatny promowała w internecie, wykorzystując naszą przestrzeń. Drugie roszczenie to wpłacenie przez firmę 20 tysięcy, a przez współwłaścicielkę firmy 5 tysięcy na konto fundacji HEROSI. Fundacji, która wspiera dzieci chorujące na nowotwory. Szczególnie biorąc pod uwagę kondycję firmy, o której mówimy, którą możecie sobie sprawdzić w KRS-ie właśnie w tej sekundzie, to tak naprawdę to jest symboliczne wsparcie, a możemy, tak jak powiedziałam, zrobić z tego coś naprawdę dobrego. To jest nasza propozycja, czekamy na odzew z drugiej strony. Mamy nadzieję, że z całej tej sytuacji wyniknie coś naprawdę dobrego. Szczególnie, że od wczoraj dostaję od Was zrzuty ekranu, że drop, który był początkowo promowany zdjęciami zrobionymi na moim płocie i na mojej działce, sprzedaje się całkiem nieźle, o czym informowała sama współwłaścicielka na profilu marki. To myślę, że zaproponowane rozwiązanie jest całkiem okej - powiedziała SuperStyler.
Autorka kanału dodatkowo zapewniła, że cały proces jest na bieżąco konsultowany ze specjalistami z zakresu prawa.
Prawo Marcina analizuje błąd firmy. Grożą im surowe kary
Głos w dyskusji zabrał popularny edukator prawny działający w sieci pod pseudonimem Prawo Marcina, do którego o opinię zwróciła się sama Lech-Maciejewska. Ekspert jednoznacznie wskazał, że nieprzemyślane działanie modowego biznesu niesie za sobą ryzyko bardzo poważnych konsekwencji karnych.
- Samo już wdzieranie się na cudzy, ogrodzony teren to przestępstwo zakłócenia miru domowego. Właścicielce może grozić nie tylko kara grzywna albo ograniczenia wolności, ale nawet kara pozbawienia wolności do roku. Samo usunięcie samozwańczej sesji z internetu nie wystarczy.Teraz los właścicielki marki modowej jest w rękach kobiety, która sesją została pokrzywdzona. Tłumaczyła się, że na działkę weszła, bo nie wiedziała, że należy ona właśnie do tej influencerki. Ale prawo jest równe dla wszystkich - podsumował Prawo Marcina.