Ukraina się broni
Sytuacja na froncie w Ukrainie przypomina krwawy i wyniszczający impas, w którym żadna ze stron nie jest w stanie wywalczyć natychmiastowego, przełomowego rozstrzygnięcia. Działania wojenne opierają się na defensywie strategicznej i wojnie pozycyjnej. Rosja, kosztem olbrzymich strat w ludziach i sprzęcie, powoli prze do przodu w Donbasie, skupiając swoje natarcia m.in. w rejonie Pokrowska i Dobropola.
Kijów skupia się na osłabianiu potencjału wroga, prowadzeniu punktowych kontrataków oraz uderzeniach dronowych na rosyjską infrastrukturę naftową, wojskową i lotniska w głębi Rosji. Największym wyzwaniem dla ukraińskiej armii pozostają jednak nieregularne dostawy zachodniego uzbrojenia, w tym deficyty pocisków do systemów obrony powietrznej, takich jak Patriot.
Jednocześnie Moskwa prowadzi zmasowaną kampanię nalotów na ukraińską infrastrukturę energetyczną i sieci przesyłowe, próbując pozbawić ludność cywilną prądu i ciepła. W efekcie konflikt staje się próbną sił nie tylko na linii frontu, ale i w wytrzymałości zaplecza obu państw.
Ukraina, co byśmy o niej nie sądzili, to jednak daje nam czas, żebyśmy wyszli ze strefy komfortu, abyśmy przygotowali się do zagrożenia. Twarde zabezpieczenia czy nieuleganie panice, jak coś się stanie. Trzeba też iść w kierunku dywersyfikacji itp. Na wypadek nieszczęścia gospodarstwa rolnicze w Ukrainie zostaną zniszczone. Podczas II wojny miasta żyły, że wszystko było rozdzielone na wiele miast. A na świecie takie scalenie miast to zagrożenie. Wyjście ze strefy komfortu powinny być przećwiczeniem kolejnych rozwiązań, jak przygotowała społeczeństwo np. Finlandia. - podsumował Ardanowski.