Spis treści
Narodziny feniksa na scenie w Kopenhadze
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak rodzą się legendy? Gdy w maju 2014 roku oczy milionów widzów zwrócone były na halę B&W Hallerne w Kopenhadze, mało kto spodziewał się tak spektakularnego triumfu. Thomas Neuwirth, występujący pod drag queenowym alter ego jako Conchita Wurst, musiał najpierw przejść przez półfinał, by w finale wyjść na scenę zupełnie sam – bez wsparcia chórków i tancerzy. Wykonując utwór „Rise Like a Phoenix”, zachował styl nawiązujący do najlepszych motywów z filmów o Jamesie Bondzie. Za ten epicki utwór odpowiadał świetnie zgrany kwartet kompozytorów: Charlie Mason, Joey Patulka, Ali Zuckowski i Julian Maas.
Dla zagorzałych fanów imprezy organizowanej przez EBU (Europejską Unię Nadawców) noc ta miała podwójnie historyczny wymiar. Austria, triumfując z wynikiem 290 punktów, wyprzedziła drugą w tabeli Holandię (reprezentowaną przez duet The Common Linnets) aż o 52 punkty. Tym samym kraj ten przerwał trwającą aż 48 lat „klątwę”, zapoczątkowaną po historycznej, pierwszej wygranej Udo Jürgensa z piosenką „Merci, Chérie” w 1966 roku.
ZOBACZ TAKŻE: Eurowizja to nie tylko muzyka? Kulisy, o których mówi się szeptem
Polityczna burza i lawina protestów
Możesz być zaskoczony, ale zanim jeszcze reprezentantka Austrii mogła stanąć na scenie i czekać na werdykt, do którego włączały się automatycznie kwalifikowane kraje Wielkiej Piątki, jej udział wywołał potężne kontrowersje. W Rosji, na Białorusi i w Armenii organizowano oficjalne petycje, żądając całkowitego wycięcia jej występu z telewizyjnej transmisji. Konserwatywni politycy wprost uderzali w konkurs, nazywając go „ogólnoeuropejską paradą gejowską”, co błyskawicznie spotkało się z ogromnym medialnym odzewem na całym świecie.
Co niezwykle wymowne, mimo oficjalnej, rządowej nagonki, to samo rosyjskie społeczeństwo w głosowaniu telewidzów przyznało austriackiemu utworowi bardzo wysokie noty, pokazując, że muzyka wciąż potrafi burzyć mury. Odbierając słynne, szklane trofeum z rąk duńskiej wokalistki Emmelie de Forest, artystka ze łzami w oczach wygłosiła słowa, które przeszły do historii telewizji: „Ta noc dedykowana jest wszystkim, którzy wierzą w przyszłość opartą na pokoju i wolności. Jesteśmy jednością i jesteśmy nie do zatrzymania”.
Dziedzictwo, które inspiruje kolejne pokolenia
Pomyśl tylko, jak bardzo zmieniła się eurowizyjna scena z perspektywy naszego, 2026 roku. Dzisiaj widzimy z pełną ostrością, że to właśnie Conchita Wurst przetarła szlaki dla innych twórców. Zdecydowanie łatwiej było nam przyjąć i świętować historyczny triumf niebinarnej osoby Nemo, reprezentującej Szwajcarię z „The Code” w 2024 roku, mając za sobą fundamenty wylane przez austriacką drag queen zaledwie dekadę wcześniej.
Sam szklany mikrofon skrywa zresztą pewien zabawny sekret, który uwielbiają najwięksi fani. Projektowana od 2008 roku statuetka ma wyjątkowo pechową tendencję do pękania tuż przy podstawie! Na własnej skórze odczuli to chociażby Alexander Rybak w 2009, Netta w 2018, Nemo w 2024, czy wokalista JJ, który przyniósł Austrii jej trzecie w historii zwycięstwo w 2025 roku z utworem „Wasted Love”. Przypadkowe niszczenie trofeum tuż po wielkim finale to już niemal eurowizyjna tradycja. Jednak w przeciwieństwie do kruchego szkła, przesłanie wolności i tolerancji, jakie w 2014 roku niosła Conchita Wurst, z pewnością pozostanie niezniszczalne na wiele lat.