Śmierć Soni Szklanowskiej z Hotelu Paradise
Sonia Szklanowska dosyć wcześnie zaczęła swoją karierę w show-biznesie. Mając zaledwie 20 lat wzięła udział w dopiero świeżo rozwijającym się programie rozrywkowym TVN - Hotelu Paradise. Nie ukrywała wtedy, że poszła tam po stracie i chciałaby znaleźć prawdziwą miłość. Nie miała jednak szczęścia. Niektórzy partnerzy w programie ją porzucali, inni - bawili się nią. Ostatecznie w ramach "zemsty" skończyła z Łukaszem Karpińskim, z którym regularnie się kłóciła. Mimo to dotarła do finału i odpadła przed samą ścieżką lojalności.
Po programie rozwijała swoją karierę muzyczną. Mimo to w przestrzeni publicznej pojawiał się temat o choroby Soni. Dziewczyna miała od lat zmagać się z depresją. W maju 2025 przekazano informację, że Sonia Szklanowska nie żyje. Tysiące fanów pożegnało ją w mediach społecznościowych. Rodzica nie ukrywa swojego smutku i głębokiego żalu, że śmierć zabrała ją tak szybko.
Podszywała się pod przyjaciółkę Soni. Mama mówi dosyć
Po śmierci Soni Szklanowskiej w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo profili dedykowanych upamiętnieniu uczestniczki Hotelu Paradise. Wrzucano tam jej archiwalne wypowiedzi, zdjęcia, cytaty z utworów. Jeden z nich szczególnie się wybił, ale autor często bazował na treściach, jakoby miał być przyjacielem Soni. Okazało się, że jej mama od dłuższego czasu walczyła z tym, aby ten profil został zdjęty z mediów społecznościowych, ponieważ pojawiały się tam też kłamstwa na temat jej córki. Okazało się po czasie, że prowadziła to kobieta, która śledziła na przestrzeni lat każdy ruch Soni, a po śmierci - jej rodziców.
- Zaobserwowała nasze prywatne konta. Zaczęła dawać komentarze w naszych prywatnych kontach. Zaczęła nas oznaczać do postów tylko po to, żebyśmy zauważyli jej profil. No i tak się właśnie stało. Ja nie zapomnę do dziś, jak zobaczyłam pierwszy oznaczony post ze mną. Siedziałam w pracy wtedy z dziewczynami i dostałam wiadomość na Instagrama od Soni Szklanowskiej. Z tym samym zdjęciem co Sonia - wyznały przyjaciółka Soni i jej mama.
Początkowo kobieta próbowała podejść mamę Soni. Wyciągała od niej informacje, powołując się na osobiste przeżycia. Początkowo rodzina nie uważała tego za nic złego. Lajkowali zdjęcia, komentowali. Potem kobieta zaczęła pisać coraz bardziej osobiste posty, przedstawiając się czasami jako przyjaciółka Soni, a czasami jako jej... siostra. Niektóre z nich mocno uderzały w rodzinę dziewczyny.
- Pisała tak prywatne posty, takie opisy, że jakby to totalnie nie pomagało nam, przynosiło nam ból, a jeszcze w ogóle uważam, że pogłębiało żałobę. Mało tego, jak widziała nasze posty, nasze zdjęcia, jakieś relacje, które my wstawialiśmy oczywiście o Sonii, to wszystko od razu znajdowało się na jej profilu. Od razu po prostu z marszu wszystko kopiowała. Wszystko musiała kopiować na bieżąco. Naprawdę niektórych zdjęć to powiem szczerze, że chyba jak nawet ja nie widziałam, nie wiem skąd ona je wszystkie brała - powiedziała przyjaciółka Soni i jej mama.
Okazało się, że wielu internautów złapało się na "dobroć". Myśleli, że pomagają wygrać z żałobą przyjaciółce Soni. Okłamywała je na każdym kroku. Przedstawiała fałszywą historię jej przyjaźni ze Szklanowską. Dodatkowo kobieta zapowiedziała wydanie książki na temat swojej "przyjaciółki". Miała też otrzymywać prezenty od fanów.
Kolejne kłamstwo to fakt, że rzekomo rodzina miała ją prosić o założenie profilu ku pamięci dziewczyny. Okazało się, że oszustwo przybrało jeszcze większą skalę. Do mamy Soni napisała kobieta, która również została oszukana. Twórczyni profilu miała ukraść zdjęcie swojej "fanki" i przedstawić jako swoje. Była to fotografia grobu Soni Szklanowskiej. Rzekomo jej "przyjaciółka" właśnie na nim była, aby postawić znicz.
Rodzina Soni Szklanowskiej zaznacza, że nigdy kobiety o nic nie prosili. Wszystkie posty, które zostały wrzucone na prośbę rodziny były "kłamstwem", ponieważ oni o nic nie prosili. Mama Soni poprosiła o zaprzestanie publikacji jej prywatnych momentów życia. Kobieta prowadząca konto miała już tego nie robić, ale jak się okazało - dalej publikuje. Twórczyni profilu w Wigilię wrzuciła post na Instagrama, że pani Julia ma zaniedbywać grób córki, bo ona regularnie go sprząta. Miała pojechać w święta postawić bukiet róż. Okazało się, że to również było nieprawdą.
Mama Soni i jej przyjaciółka zapowiadają dalszą walkę z kobietą. Choć chwilowo konto jest niewidoczne, sporo osób zostało oszukanych przez "przyjaciółkę Szklanowskich". Jak zaznaczyła Julia Szklanowska, nie wszystko jest takie proste, jak się może wydawać i na razie zbierają dowody, aby z tym szerzej działać. Wtedy też podejmą decyzję, co z tym dalej robią. Na razie chciała wydać komunikat, że ona i jej rodzina nie miała nic wspólnego z tym kontem - mimo kłamstw tej kobiety.