Spis treści
Wojciech Wysocki o pracy przy serialu "Miodowe lata" i zmianie swojego wizerunku
W swoim bogatym dorobku artystycznym Wojciech Wysocki ma bardzo zróżnicowane kreacje, choć sam przyznaje, że na początku kariery obsadzano go głównie w repertuarze dramatycznym. Przełom nastąpił dopiero po przeszło dwudziestu latach występów na scenie, a dużą zasługę miał w tym Jerzy Bończak. To właśnie on zaangażował kolegę do zabawnego spektaklu w Teatrze Komedia, co otworzyło drzwi do kolejnych tego typu projektów, włączając w to "Miodowe lata". Kreacja inspektora Kopka przyniosła aktorowi ogromną falę propozycji komediowych, które na dobre zmieniły jego zawodową ścieżkę.
W wywiadzie dla "Super Expressu" artysta zauważył, że z biegiem lat ten lżejszy gatunek stał się jego zawodowym przekleństwem. Taki stan rzeczy wcale nie oznacza jednak braku szacunku do komedii, którą aktor bardzo wysoko ceni. Wysocki zwraca uwagę na to, że rozbawienie widzów wymaga od wykonawcy sporych umiejętności warsztatowych, a dobra rozrywka nie może bazować na najtańszych i najprostszych chwytach.
Dostałem kilka odcinków "Miodowych lat", gdzie grałem inspektora Kopka. To się na tyle spodobało, że później zacząłem być obsadzany właściwie wyłącznie w rolach komediowych. Nie znaczy to, że mnie to męczy, bo komedia jest bardzo trudną sztuką. Trzeba, zachowując klasę i pewien poziom, rozśmieszyć publiczność. Są sposoby bez klasy, którymi można rozśmieszać widzów, ale staram się ich nie stosować. Po co? Wystarczy rzucić ze sceny przekleństwo i już mamy reakcję. To są jednak tanie sposoby... - mówi nam Wojciech Wysocki.
Wojciech Wysocki wspomina "Miodowe lata" i opowiada o swoich nowych rolach
Gwiazdor pamięta okres, w którym występował w ogromnej liczbie fars oraz typowo zabawnych przedstawień, ale obecnie jego grafik wygląda już zupełnie inaczej. Artysta realizuje się teraz w znacznie poważniejszym repertuarze, czego dowodem jest wcielenie się w postać Ludwika XIV oraz prezentowanie poezji Zbigniewa Herberta w monodramie "Życiorys". Mimo tej zmiany Wysocki pozostaje otwarty na kolejne projekty komediowe, o ile tylko otrzyma odpowiednio dobrze napisany scenariusz.
Mówię, że komedia była moim przekleństwem, bo jeszcze jakieś pięć lat temu grałem za dużo komedii i fars. Teraz już nie jest tak źle. Zagrałem Ludwika XIV, więc można mówić do mnie "Królu Złoty". Gram też od lat monodram "Życiorys", w którym mówię poezję Herberta. To są rzeczy o wiele poważniejsze (...) Pewnie jednak niedługo z Czarkiem Żakiem jako reżyserem zaczniemy coś komediowego. Wszystko zależy od tekstu i jakości napisanej roli. Aktor bez dobrego tekstu nic nie zrobi - wyjawił "Super Expressowi".
Wojciech Wysocki tłumaczy zmiany w "Miodowych latach". Chodziło o kwestie finansowe
W pamięci aktora szczególne miejsce zajmują właśnie "Miodowe lata", które zapoczątkowały jego zawodową relację z producentem Maciejem Strzemboszem. Panowie mieli okazję pracować razem także przy późniejszym sitcomie "Kocham Klarę", lecz tamto przedsięwzięcie zostało zdjęte z anteny już po pierwszym sezonie i nie powtórzyło wcześniejszego sukcesu.
Gdzie zatem leżało źródło tak gigantycznej popularności przygód Karola Krawczyka i Tadeusza Norka? Według Wojciecha Wysockiego o sukcesie "Miodowych lat" przesądziły przede wszystkim wyśmienite dialogi połączone z doskonałą grą aktorską. Artysta wskazuje ponadto na unikalny proces realizacji sitcomu, odbiegający od dzisiejszych standardów znanych ze współczesnych planów zdjęciowych.
Aktor z dużym sentymentem wraca do czasów, gdy odcinki rejestrowano w obecności prawdziwej widowni. Praca nad materiałem trwała przez kilka dni w tygodniu, a w każdy piątek do studia wpuszczano zasiadających na trybunach gości. Po przeprowadzeniu próby ekipa przystępowała do właściwego nagrania, któremu towarzyszyły żywiołowe i autentyczne reakcje zgromadzonych na miejscu ludzi.
W późniejszym okresie twórcy musieli jednak odejść od tej praktyki, co zdaniem aktora wynikało bezpośrednio z rachunku ekonomicznego. Wielodniowe przygotowania oraz organizacja nagrań z udziałem publiczności generowały zbyt wysokie koszty produkcyjne. W opinii Wysockiego to właśnie ten teatralny wręcz model pracy nadawał "Miodowym latom" niepowtarzalny klimat i stanowił o sile serialu.
Tak, i to było siłą tego serialu. Próbowaliśmy jak w teatrze. Normalnie przez chyba cztery dni w tygodniu, a później przychodził piątek i prawdziwa publiczność. Była jedna próba i jedno nagranie z udziałem widzów, z autentycznym śmiechem. To nie był śmiech z puszki. To był prawdziwy śmiech i naprawdę było to słychać. Później oczywiście to zlikwidowano. Dlaczego? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. To było po prostu za drogie: długie próby i prawdziwa publiczność - wyznał nam aktor.