Afera w Szpitalu Południowym w Warszawie
Afera wokół Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza bez specjalizacji i byłego radnego KO, wstrząsnęła warszawskim Szpitalem Południowym. Audyt wykazał, że w 2025 roku zarobił on niemal 1,6 mln zł, deklarując aż 3976 godzin pracy - średnio 11 godzin na dobę przez cały rok, wliczając weekendy i święta. Dawało to astronomiczną stawkę rzędu kilkuset złotych za godzinę, niespotykaną u medyków na początku kariery.
Kontrola ujawniła rażące oszustwa: w czasie, gdy pobierał pensję za dyżury, fizycznie brał udział w sesjach rady dzielnicy Ursynów lub pracował w innej placówce. Sytuację zaostrzyły oskarżenia byłego ordynatora, dr. Emila Jędrzejewskiego, który zarzucił Kacprzykowi błędy medyczne skutkujące śmiercią pacjentów. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne, lekarz próbował ratować sytuację i przelał na konto szpitala 500 tys. zł, jednak placówka odesłała przelew. Kacprzyk stracił pracę i zrzekł się mandatu radnego. Obecnie wielowątkowe śledztwo prowadzi prokuratura, sprawę bada też NIK oraz izba lekarska.
Aleksandra Owca ma plan na zmiany
Aleksandra Owca nie ukrywa, że obecnie przeglądane są tego typu tematy również w Krakowie. Nie ukrywa, że wiele Rad Nadzorczych posiada mocne zaplecze polityczne w postaci byłych samorządowców lub polityków.
- Jest proste rozwiązanie – zlikwidujmy rady nadzorcze w spółkach samorządowych. One są niepotrzebne. Mamy podwójny nadzór, który czasami nie jest nadzorem, a możliwością nadania stołków przez ustawę. Osobno tego nie zlikwidujemy, potrzebna jest zmiana w prawa. Mowa o sposobie nadzoru nad spółkami samorządu. To, co widać po Szpitalu Południowym, to jeden z podstawowych wniosków jest jeden – nie ma nadzoru. Niektórzy są wciskani tam, gdzie się nie znają […] Elementem naszego programu jest złożenie ustawy w tej sprawie […] Wszystkie nasze projekty leżą w zamrażarce Włodzimierza Czarzastego - podsumowała Owca.