Parlament Europejski i rezolucja
Parlament Europejski przyjął w lipcu 2026 roku rezolucję oceniającą postępy Ukrainy na drodze do UE, w której znalazły się bezprecedensowe, krytyczne zapisy dotyczące UPA.
Dzięki poprawkom polskich europosłów z EPL, przyjętym ogromną większością głosów, PE oficjalnie skrytykował decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z maja, który nadał Centrum Operacji Specjalnych imię "Bohaterów UPA". W dokumencie uznano to działanie za „niepotrzebną i niesprowokowaną eskalację”, która ignoruje wrażliwość i ból polskiej strony związane z rzezią wołyńską. Europarlament podkreślił, że gloryfikacja tej formacji uderza w stosunki dobrosąsiedzkie, niszczy proces pojednania i "nie jest zgodna z wartościami europejskimi".
Wezwano Kijów i Warszawę do deeskalacji oraz powrotu do dialogu historycznego. To pierwszy przypadek, gdy unijna instytucja tak bezpośrednio i jednoznacznie potępiła ukraińską politykę historyczną w kontekście jej akcesji do Wspólnoty, co ma ogromne znaczenie dla przyszłych negocjacji.
Marcin Możdżonek o decyzji Parlamentu Europejskiego
Marcin Możdżonek nie ukrywa tego, że nie jest do końca zadowolony z przebiegu sytuacji.
- Warto zaznaczyć, co się dokładnie stało […]. To gest symboliczny, ale wyraźny. Pokazuje, że Polska stoi na takim, a nie innym stanowisku. Nie dla banderyzmu, nie dla UPA. Nie dla takiej polityki historycznej. Mamy pewne kwestie do rozliczenia […] Nie zgadzamy się na to, co robią ukraińskie elity polityczne i jak to rozgrywa Zełenski, próbując ugrać coś więcej na arenie międzynarodowej. W końcu to pękło. Cały świat się dowiedział o tym wszystkim. Parlament Europejski nie zatwierdził poprawki o tym, że to było ludobójstwo. Ta rezolucja była za miękka. Obawiam się jednak jednego […] Że to podjęto po to, aby powiedziano „mamy to zamknięte”. A to nie będzie zamknięte, póki nie zostanie rozliczone - podsumował Możdżonek.