Spis treści
Format "Chłopaki do wzięcia" od lat cieszy się ogromną popularnością wśród widzów, gromadząc przed ekranami liczną widownię. Uczestnicy programu błyskawicznie zyskują rozpoznawalność, a część z nich staje się gwiazdami internetu. Wiele osób zakłada, że udział w tak znanym show gwarantuje wysokie zarobki i wygodne życie. Z tego błędu wyprowadza Sebastian Czajewski, czyli programowy "Czajnik", który postanowił opowiedzieć o finansowych realiach pracy na planie.
Stawki "Czajnika" w programie "Chłopaki do wzięcia"
Były gwiazdor Polsatu gościł niedawno w formacie "Przystanek Lombard" na YouTube. To właśnie w tym programie internetowym zdecydował się na szczere wyznania dotyczące kulisów powstawania hitowego reality show. "Czajnik" nie ukrywał, że zdobyta popularność miała dla niego zarówno pozytywne, jak i bardzo negatywne konsekwencje.
Największe poruszenie wywołały jednak informacje o konkretnych kwotach, które rzekomo inkasował za udział w nagraniach. Czajewski wprost zdradził, na jakie wynagrodzenie mógł liczyć za kolejne epizody.
Zobacz także: Była żona Prokopa zaszalała na weselu. Jej sukienka? Więcej odsłaniała, niż zasłaniała. Były też buziaki
Pierwszym razem 500 zł, drugim 800, a trzecim tysiąc. Dwa dni nagrywania i takie pieniądze
– relacjonował "Czajnik" na kanale "Przystanek Lombard".
Udział w "Chłopakach do wzięcia" utrudnił Czajnikowi szukanie pracy
Dla wielu fanów ujawnione stawki mogą być szokująco niskie, jednak sam Sebastian przyznał, że początkowo takie sumy go zadowalały. Schody zaczęły się później, gdy telewizyjna sława zaczęła rzucać cień na jego życie prywatne i próby podjęcia pracy zarobkowej.
Czytaj też: Pilne! Nie żyje Chłopak do wzięcia! Wszyscy go uwielbiali. Miał tylko 49 lat
Były uczestnik "Chłopaków do wzięcia" zdradził, że występ w reality show stał się przeszkodą w znalezieniu standardowego zatrudnienia. W pamięć zapadła mu szczególnie jedna z rekrutacji we Wrocławiu, gdzie, jak twierdzi, potraktowano go z ogromnym dystansem i ostatecznie odrzucono jego kandydaturę.
Spotkałem się z taką opinią, że takiego pracownika nie przyjmiemy.
Czajnik o odrzuceniu podczas rekrutacji: "Nie wiem o co chodziło"
Czajewski do dziś nie ma pewności, z jakiego powodu nie otrzymał wówczas posady. Sugeruje jednak, że decydującym czynnikiem mogła być jego twarz znana z anteny Polsatu.
Jedna z pracownic powiedziała: „Nie, tego pracownika nie przyjmiemy”. Nie wiem, o co chodziło.
Wyznanie "Czajnika" odbiło się szerokim echem w sieci. Część widzów uważa, że przy tak dużej oglądalności uczestnicy powinni inkasować znacznie wyższe sumy. Z drugiej strony pojawiają się głosy przypominające, że istotą programu miała być prawdziwość bohaterów, a nie ich zdolności aktorskie wyuczone za wysoką stawkę.
Producent "Chłopaków do wzięcia" o braku pensji dla uczestników
Kwestię finansowania bohaterów poruszał w przeszłości Jerzy Morawski, producent programu. Wyjaśniał on, że uczestnicy nie otrzymują stałego wynagrodzenia, ponieważ regularne wypłaty zniszczyłyby naturalność i autentyczny charakter formatu.
Przedstawiciele Polsatu wielokrotnie zaznaczali, że bohaterowie programu mogą liczyć na wsparcie w innej formie, także poza zasięgiem kamer. Niezależnie od tych tłumaczeń, kwestia zarobków nieustannie rozgrzewa fanów do czerwoności.
Z kolei "Czajnik" swoimi najnowszymi wypowiedziami dobitnie udowadnia, że medialny szum nie zawsze jest receptą na sukces życiowy.
Zobacz koniecznie: Młodziutka wokalistka zostanie szóstą żoną Michała Wiśniewskiego? Ten komentarz nie pozostawia wątpliwości!