Spis treści
Afera działkowa: She is Sunday na posesji SuperStyler
Konflikt pomiędzy Martą Lech-Maciejewską, znaną w sieci jako SuperStyler, a odzieżową marką She is Sunday nabiera rozpędu. Wszystko zaczęło się od bezprawnego wejścia przedstawicielki firmy na zamknięty teren ogródków działkowych ROD, należący do influencerki. Celem wtargnięcia była realizacja zdjęć reklamowych nowej kolekcji ubrań. SuperStyler rozpoznała swoją własność na opublikowanych materiałach promocyjnych, po czym oskarżyła firmę nie tylko o komercyjne wykorzystanie jej prywatnej przestrzeni, ale także o zniszczenie drewnianego ogrodzenia.
W odpowiedzi na zarzuty, współwłaścicielka odzieżowego brandu opublikowała w internecie oświadczenie z przeprosinami. Tłumaczyła w nim, że zmierzając na inną, legalnie wynajętą lokację, zachwyciła się wyglądem płotu i wykonała przy nim zaledwie kilka kadrów. Jednocześnie kategorycznie zaprzeczyła, jakoby doprowadziła do jakichkolwiek uszkodzeń mienia.
Głos w sprawie zabrał również prawnik Marcin Kruszewski z kanału „Prawo Marcina”. Ekspert przeanalizował sytuację i podkreślił, że samo usunięcie materiałów oraz wyrażenie skruchy to za mało. Wejście na cudzy, ogrodzony teren wyczerpuje bowiem znamiona przestępstwa naruszenia miru domowego. Zgodnie z przepisami, sprawcy takiego czynu może grozić grzywna, kara ograniczenia wolności, a w skrajnych przypadkach nawet roczny pobyt w więzieniu.
SuperStyler zrywa negocjacje. Influencerka wydała oświadczenie
Marta Lech-Maciejewska wstrzymała się z kolejnymi krokami, dając marce czas na odpowiednią reakcję. Blogerka postawiła jasne warunki i oczekiwała oficjalnych przeprosin oraz finansowej rekompensaty wpłaconej na wybraną przez siebie organizację charytatywną.
- Mimo otwartości z naszej strony i zaproponowania dwóch niewygórowanych oczekiwań, by rozwiązać tę sytuację polubownie, z przykrością musimy stwierdzić, że do jakiegokolwiek porozumienia nie doszło, nad czym głęboko ubolewamy. Nasze oczekiwania były dwa: przeprosiny na obu profilach oraz wpłaty na Fundację Herosi 20 000 zł od marki i 5 000 zł od właścicielki. Ani złotówki dla nas - skomentowała SuperStyler.
Szybko wyszło na jaw, że przedstawicielka firmy odzieżowej nie spełniła żadnego ze stawianych jej żądań.
- Niestety, negocjacje nie przyniosły pozytywnego skutku. Mamy wręcz wrażenie, że przyniosły skutek odwrotny: osoba, która, jak sama publicznie przyznała, weszła na teren „do którego nie miała prawa wejść”, stawia dziś siebie w roli ofiary, oczekując od nas m. in. usunięcia wszystkiego, co o tej sprawie powiedzieliśmy. Przedstawia też swoje warunki dotyczące wpłaty na cel charytatywny, istotnie odbiegające od naszych oczekiwań. Nie zgadzamy się na to, by zamykano nam usta w tej sprawie. Nie przyjmiemy milczenia jako ceny zgody. Ta sprawa pokazała nam, że drugiej stronie bardziej niż na naprawieniu sytuacji zależy na ochronie własnego wizerunku. Podjęliśmy rozmowy z własnej woli, bo chcieliśmy zakończyć tę sprawę pokojowo. Zamiast wykonania publicznie złożonych deklaracji zastaliśmy warunki, których nie mogliśmy przyjąć. Nie zgodzimy się na żadne rozwiązanie, w którym choćby część odpowiedzialności za to, co się wydarzyło, miałaby spaść na nas. Na to naszej zgody nie ma - podsumowała influencerka.
Wobec fiaska rozmów ugodowych, SuperStyler podjęła decyzję o samodzielnym przelaniu 25 tysięcy złotych na konto Fundacji Herosi. Była to dokładnie ta sama kwota, której początkowo domagała się od twórczyń marki. Jednocześnie blogerka otwarcie przyznaje, że rozważa wejście na drogę prawną i skierowanie sprawy do sądu.
She is Sunday odpowiada. Marka wpłaca 25 tysięcy złotych na walkę z hejtem
Na reakcję drugiej strony konfliktu nie trzeba było długo czekać. Właścicielka firmy opublikowała własne stanowisko, w którym stawia się w roli ofiary całej sytuacji. Jak twierdzi, z powodu afery spadła na nią fala nienawiści w sieci oraz liczne nieprawdziwe oskarżenia.
- Pismo skierowane do She is Sunday dotyczyło głównie nieuczciwej konkurencji - a nie naruszenia prywatnej przestrzeni, na czym została zbudowana narracja w mediach społecznościowych. Przeprosiłyśmy za wejście na teren działki kilkukrotnie, a materiały z wykorzystaniem płotu zostały usunięte natychmiastowo. Druga strona otrzymała od nas dowody na to, że do żadnego zniszczenia płotu z naszej strony nie doszło. Przedstawiona została również propozycja, by wpłata nie trafiła tylko do jednej fundacji, lecz została podzielona między dwie organizacje. Jednak skoro wczoraj bez zapowiedzi została zerwana procedura ugodowa, treści negocjacji zostały ujawnione i pojawiły się nieprawdziwe informacje na nasz temat, to nie mamy zamiaru już więcej milczeć i chcemy opowiedzieć jak to wyglądało naprawdę - skomentowała marka.
Przedstawicielka odzieżowego brandu zaprezentowała własny punkt widzenia. Choć nie ukrywa, że fotografie faktycznie powstały bez wiedzy posiadaczki terenu, to sama sesja miała potrwać maksymalnie dwie minuty. Co więcej, ogrodzenie miało pozostać w nienaruszonym stanie, co rzekomo potwierdzają zgromadzone dowody w postaci nagrań wideo oraz zeznań świadków.
- Od początku rozmów ugodowych wykazywałyśmy wolę wpłaty pieniędzy na fundację. Jednak czekałyśmy z tym do czasu zakończenia rozmów ugodowych. Fundacja Herosi wskazana przez drugą stronę wspiera dzieci chore onkologicznie i to ważny i potrzebny cel. Zaproponowaliśmy również wsparcie dla fundacji przeciwdziałającej mowie nienawiści w internecie, zjawisku, które przy tej sprawie bardzo eskalowało. Drugą naszą propozycją było wpłacenie po połowie kwot na obie fundacje - skomentowała marka.
Ostatecznie negocjacje zakończyły się fiaskiem, a przedstawicielki She is Sunday z własnej kieszeni przelały 25 tysięcy złotych na rzecz fundacji Stop Hejterom. Równocześnie zażądały publicznego sprostowania przedstawionych zarzutów i, podobnie jak SuperStyler, poważnie biorą pod uwagę rozwiązanie sporu na sali sądowej.