Eurowizja od lat wywołuje kontrowersje. Teraz przez... Izrael
Eurowizja w obecnym mniemaniu Polaków jest często nie tylko konkursem politycznym, ale również festiwalem kiczu i tandety. Nie pomagają też temu liczne kontrowersje, a te obecnie dzieją się głównie wokół Izraela. Eurowizja sama w sobie to konkurs, który miał propagować jedność i wydźwięki antywojenne. Od lat jednak w przestrzeni medialnej przebijają się raczej inne problemy. Większość z nich dotyczy jednego z nadawców, którego reprezentantem jest państwo Izrael.
Polska żyła tym szczególnie w 2024 roku, kiedy to Szymon Stellmaszyk zadał pytanie Izraelce, co ściągnęło na niego fale hejtu od kont izraelskiego pochodzenia. Dodatkowo znany dziennikarz nagle w 2025 roku dostał ograniczoną akredytację w konkursie. Również w 2024 roku Izrael wysłał piosenkę z ukrytym wojennym przekazem. Wyciszano również buczenie z hali, przez co widzowie mieli obraz zadowolonej publiki, co było kłamstwem. Delegacja z Izraela również uprzykrzała życie innym, a nawet atakowała inne kraje za ich stanowiska. Niespodziewanie zarówno w 2024 i 2025 roku Izrael wygrał televoting, co zaskoczyło wszystkich. Do dziś Słowenia, Irlandia czy Islandia nie mogą się doczekać informacji, na temat przebiegu głosowania w ich państwie.
Wiele osób miało nadzieję, że głosowanie w EBU w 2025 roku za wykluczeniem Izraela przyniesie efekt. Niestety, wiele państw nabrało wody w usta i wstrzymało się od głosowania lub zagłosowało za pozostaniem kraju. W związku z tym m.in. Hiszpania, Irlandia i Słowenia wycofały się z konkursu.
Udział Izraela w konkursie a jego wizerunek w Polsce
Mieszko Czerniawski to twórca internetowy zajmujący się tematyką Eurowizji, występujący w sieci jako Miechulec. Mężczyzna ma również ogromną wiedzę również z zakresu public relations. Dla portalu VOX FM postanowił skomentować sprawę udziału Izraela w konkursie oraz jak kształtuje się wizerunek konkursu w Polsce.
- Udział Izraela z pewnością wpływa negatywnie na wizerunek konkursu w Polsce. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Wystarczy wsłuchać się w głos fanów lub przeczytać komentarze pod publikacjami w mediach społecznościowych. Niezależnie od platformy, ich wydźwięk jest podobny: Eurowizja jest polityczna. Główny argument jest taki, że Izrael, będąc zaangażowany w konflikt, jest jednocześnie promowany przez Eurowizję, co przekłada się na dużą liczbę punktów w głosowaniu widzów. Pojawiają się nawet głosy, że udział w konkursie traci sens, ponieważ po ostatnich dwóch latach widać tendencję, która sugeruje, że Izrael prędzej czy później wygra - rozpoczyna Mieszko.
Jak zaznacza, są to półprawdy, a nie wszystko jest takie jasne, jak się może wydawać. Choć konkurs wydaje się apolityczny i taki powinien być, o czym świadczy regulamin, niektóre państwa sprawnie go omijają. Wszystko w celach propagandowych, aby przedstawić swoją wizję.
- Sztandarowym przykładem jest piosenka z 2024 roku, która pierwotnie nosiła tytuł „October Rain”, co było bezpośrednim nawiązaniem do ataku Hamasu z 7 października 2023 roku. Choć nazwę zmieniono, tekst w dużej mierze pozostał, odwołując się do tych wydarzeń. - powiedział Mieszko.
Kolejne problemy, jakie wskazał to:
- Powiązanie głównego sponsora Moroccanoil z Izraelem.
- Manipulacja w televotingu (nie są znane szczegółowe wyniki, a Słowenia mająca diasporę żydowską, która liczy zaledwie 150 osób)
- Po Eurowizji 2025 Słowenia wyrażała zdziwienie, że Izrael kolejny rok z rzędu zdobywa u nich najwięcej głosów, podczas gdy diaspora żydowska w tym kraju liczy zaledwie 150 osób. EBU nigdy nie przedstawiła opinii publicznej szczegółowych danych dotyczących głosowania - powiedział Mieszko.
Jak zaznacza, wszystkie te problemy się piętrzą, a EBU na nie praktycznie nie reaguje. Według niego, odbudowanie pozytywnego wizerunku Eurowizji będzie niezwykle trudne.
Podobnie twierdzi redaktor eska.pl od lat związany z Eurowizją- Kamil Polewski. Według niego do pieca dołożył fakt, że Izrael bierze udział w konkursie w 2026 roku. Jak zaznacza, w Polsce widzi jednak o wiele mniejszy sprzeciw niż w innych krajach.
- Skoro w Polsce nie obserwujemy publicznego sprzeciwu pracowników TVP, związków zawodowych związanych z telewizją czy dużych grup artystów, to według mnie ewentualne "odstraszenie" od Eurowizji z powodu dalszej obecności Izraela istnieje tylko w kulisach i być może będzie zauważalne w spadku oglądalności w maju - powiedział Kamil Polewski.
Polski reprezentant na Eurowizję 2026 a Izrael
W niektórych krajach reprezentanci zapowiadają już bojkot (uczestnicy portugalskiego festiwalu w większości nie zamierzają jechać na Eurowizję). W innych za to chcą wystartować, aby ogłosić jasne stanowisko w sprawie Izraela i Palestyny. Patrząc na nastroje w Polsce, trwają debaty, jak to będzie wyglądać. Patrząc na rosnące poparcie dla Grzegorza Brauna i ruchów propalestyńskich, można się spodziewać dosyć mocnych reakcji widzów, ale też dziennikarzy. Już niektórzy zapowiedzieli "wertowanie" uczestników preselekcji oraz polskiego reprezentanta w sprawie jego stanowiska. Mieszko Czerniawski przeprowadził nawet badania na swojej grupie odbiorców.
- W związku z trwającą wojną i działaniami Izraela na Eurowizji, narasta społeczna niechęć do udziału Polski w tym wydarzeniu. Potwierdzają to nawet badania, które przeprowadziłem na swoich profilach. W ankiecie wzięło udział 1600 osób, z których aż 95% opowiedziało się przeciwko udziałowi Polski w Eurowizji, jeśli weźmie w niej udział również Izrael. Dla fanów konkursu kontekst polityczny i łamanie zasad są na tyle istotne, że nie chcą, aby nasz kraj brał w tym udział. Powstaje więc fundamentalne pytanie: jak w tym wszystkim mają odnaleźć się artyści biorący udział w preselekcjach? Projekt ma obecnie słaby wizerunek i nie spodziewam się, aby wzięły w nim udział znane nazwiska o ugruntowanej pozycji na rynku. Eurowizja sama w sobie jest ogromnym wyzwaniem logistycznym, finansowym i emocjonalnym, a dodatkowe kontrowersje czynią udział jeszcze bardziej ryzykownym. Artyści mogą nie chcieć ryzykować kariery dla jednego wydarzenia, przez które mogą być negatywnie postrzegani. Wszystko sprowadza się do kwestii moralnej - powiedział Mieszko.
Jak zaznacza, wielu artystów musi zadać sobie pytania, dlaczego biorą w tym udział i co chcą tym dalej osiągnąć. Patrząc na reakcje opinii publicznych oraz polityków, mogą mieć spore problemy.
- Opinia publiczna w Polsce widzi drugą stronę: sytuację w Strefie Gazy i fakt, że Izrael od dwóch lat narusza zasady konkursu. Pojawia się więc pytanie: czy widzę to wszystko, a mimo to biorę udział? Finaliści polskich kwalifikacji muszą być gotowi zmierzyć się z tymi pytaniami, zarówno ze strony internautów, jak i mediów. Tych pytań nie da się uniknąć. Powiem szczerze, jako fan Eurowizji sam chciałbym wiedzieć, jaka jest motywacja tych artystów i czy są gotowi zmierzyć się z tą presją. Należy jednak zaznaczyć, że te pytania dotyczą głównie polskiego etapu preselekcji. Na samej Eurowizji temat może być eksploatowany, ale Polska jest tu w pewnej awangardzie. Nie we wszystkich krajach Europy kwestia Izraela jest aż tak kontrowersyjna. Podobna dyskusja toczy się w Portugalii, która również była brana pod uwagę jako kraj mogący zbojkotować konkurs. Ostatecznie biorą udział, ale tamtejszy proces jest oddolny. 13 z 16 twórców zaangażowanych w portugalski Festival da Canção potwierdziło, że w razie wygranej festiwalu nie pojedzie na Eurowizję. Jednak sytuacja w Portugalii jest inna. Ich festiwal ma 60-letnią tradycję, a Eurowizja jest dla zwycięzcy jedynie „kwiatkiem do kożucha”. W Polsce preselekcje są organizowane wyłącznie w celu wyboru reprezentanta na Eurowizję. Nie pełnią one roli przeglądu muzyki rozrywkowej ani autonomicznego festiwalu. Dlatego, jeśli ktoś zgłasza się do preselekcji, robi to z zamiarem wyjazdu na Eurowizję. W związku z tym nie widzę przestrzeni, aby ktoś z finałowej dziesiątki nagle zrezygnował ze startu po ewentualnej wygranej. Chyba że pojawią się nowe, obiektywne okoliczności, jak choćby dalszy rozwój sytuacji międzynarodowej na Bliskim Wschodzie, których nie jesteśmy w stanie teraz przewidzieć - powiedział Mieszko.
Polecany artykuł:
Kamil Polewski również wyraźnie zaznacza, że polski reprezentant na Eurowizję 2026 będzie zmagał się z ogromną krytyką oraz niewygodnymi pytaniami.
- Z drugiej strony - nie sądzę, by poglądy polityczne Polaków miały decydujący wpływ na poparcie dla reprezentanta. Od lat obserwujemy to, że Polacy w kraju i za granicą chętniej oglądają Eurowizję, kibicują i oddają głosy, jeśli nasz kraj reprezentuje popularna osoba z piosenką na dobrym poziomie. Bez tego tak czy siak reprezentant Polski będzie się musiał liczyć z ograniczonym poparciem i zainteresowaniem, a jeśli okaże się, że będzie wysoko typowany, to ewentualna kwestia antysemityzmu raczej nie będzie się spektakularnie przekładać na wyniki, choć faktycznie mogą być one poniżej oczekiwań - powiedział Polewski.