Spis treści
Skolim i wsparcie od społeczności LGBT. "Nie szufladkuję ludzi"
Fenomen popularności Skolima zdaje się nie mieć granic, a jego koncerty przyciągają tłumy w całej Polsce. W niedawnym wywiadzie dla WP Polska na YouTube artysta przyznał, że jego występy w Warszawie cieszą się równie wielkim zainteresowaniem co te na Śląsku, gdzie ma rzesze oddanych fanów. Wspomniał, że sale może wypełniać co tydzień, a jako przykład podał niedawny koncert w przyjaznym osobom LGBT klubie GLAM, gdzie frekwencja dwukrotnie przekroczyła oficjalny limit, co najlepiej świadczy o skali jego popularności.
Warszawa trochę jak Śląsk. Mogę grać tu co tydzień i zawsze są te sale pełne. Tak jak ostatnio w Glamie [klub przyjazny osobom LGBT], gdzie dwukrotnie liczba publiczności była przekroczona" - powiedział Skolim
Artysta zapytany o wsparcie od społeczności LGBT potwierdził, że na jego koncertach pojawia się bardzo dużo takich osób. Zaznaczył jednak, że nie lubi takiego kategoryzowania, ponieważ nie zwraca uwagi na to, kto ma jakie poglądy czy orientację. Dla Skolima liczy się przede wszystkim człowiek i dobra zabawa, a nie metki. Podkreślił, że tak samo nie wyróżnia fanów z Ukrainy, których jest zawsze sporo na widowni, bo najważniejsze jest bycie w porządku wobec innych i wzajemna wyrozumiałość, a nie to, czy ktoś jest gejem, lesbijką, czy ma określony kolor włosów.
Czy ja czuję wsparcie społeczności LGBT? Myślę, że tak. Dużo ludzi przychodzi, bardzo dużo. Tylko wiesz, ja nie patrzę na to tak, no nie oczekuję, że ktoś będzie miał kartkę LGBT, czy nie LGBT. Tak samo jak zawsze mam mniej więcej 10% ludzi z Ukrainy [...] Na pierwszy rzut oka ja nie pytam kogoś, czy jesteś gejem, czy lesbijką. Dla mnie ważny jest człowiek. Dla mnie czy jesteś blondynem, czy jesteś rudy, łysy, nie ma znaczenia. Najważniejsze jest, żebyś był zajebistym ziomem, żebyś się cudownie bawił. Ja ludzi nie szufladkuję." - dodał artysta
Skolim o byciu "katolem". Jego muzyki słuchają nawet księża
Jeszcze większym zaskoczeniem może być fakt, że porywające rytmy Skolima trafiają w gusta osób duchownych. Wokalista zdradził, że wśród jego słuchaczy nie brakuje księży, którzy nie tylko słuchają jego muzyki, ale nawet pojawiają się na koncertach. To pokazuje, jak uniwersalny jest przekaz jego twórczości, która łączy ludzi niezależnie od profesji czy miejsca zamieszkania, bo jak sam mówi, gra w najróżniejszych miejscach dla bardzo zróżnicowanej publiczności.
Księża przychodzą na moje koncerty, różni ludzie są na moich koncertach, w różnych miejscach gram." - zdradził Skolim
Mimo to artysta spotyka się z próbami zaszufladkowania. Przyznał, że odkąd w wywiadach wspomniał o swojej wierze, niektórzy przypisali mu łatkę tak zwanego "katola", co bardzo go irytuje. Denerwuje go fakt, że ludzie często oceniają innych w skrajny, czarno-biały sposób, nie dostrzegając całego wachlarza cech i umiejętności danej osoby. Z ubolewaniem stwierdził, że w społeczeństwie brakuje jedności na co dzień i potrzeba dopiero wielkich, krytycznych sytuacji, aby ludzie potrafili się zjednoczyć, co uważa za bardzo słabe.
Często w wywiadach mówiłem, że jestem osobą wierzącą. Od razu został mi przypisany zestaw cech dla osoby wierzącej, tak zwany katol. Bardzo tego nie lubię. Uważam, że to jest straszne, że nie patrzymy na wachlarz umiejętności, wachlarz cech, zasoby, jakie ludzie posiadają, tylko jakoś mają, mówię o Polakach, albo TAK albo NIE. Za rzadko się łączymy. Denerwuje mnie fakt, że potrzebujemy jakiś poważnych sytuacji, żeby się zjednoczyć. Słabe to jest bardzo." - wyznał