Spis treści
Kim jest Aleksander z "Sanatorium miłości 8"?
Zastępstwo za niedomagającego zdrowotnie Wiesia wywołało spore poruszenie. Pochodzący z Krakowa kuracjusz zadebiutował w formacie z ogromnym entuzjazmem, natychmiast budząc ciekawość odnośnie do swojej bogatej i trudnej przeszłości.
Historia nowego bohatera wiąże się z wieloletnią emigracją za ocean. Mężczyzna wyjechał do Stanów Zjednoczonych w 1984 roku, a dekadę temu uzyskał tamtejsze obywatelstwo. Zarabiał na chleb jako kierowca potężnych ciężarówek, co pozwoliło mu zwiedzić aż 49 amerykańskich stanów. Dwie dekady w Ameryce przyniosły mu mnóstwo życiowych wyzwań.
Los mocno go doświadczył cztery dekady temu, gdy w dramatycznym wypadku stracił żonę. Śmierć ukochanej sprawiła, że musiał samodzielnie zmierzyć się z wychowaniem dwojga małych dzieci, co całkowicie wywróciło jego ówczesną rzeczywistość.
- Dzieci zostały z teściową. Byłem tatą „na kilka godzin”. Pracowałem, przynosiłem pieniądze, spędzałem z nimi czas, kiedy tylko mogłem i wracałem do siebie. To był naprawdę dla mnie trudny okres, ale chciałem tak pokierować swoim życiem, żeby zapewnić dzieciom i sobie dobrą przyszłość. Jednak nie potrafiłem tak zbudować życia, żeby je od teściowej zabrać. Żeby zarabiać, często wyjeżdżałem pracować za granicę - powiedział w TVP Aleksander.
Uczestnik telewizyjnego hitu spróbował ułożyć sobie życie na nowo w 2007 roku u boku bardzo majętnej Amerykanki o polskich korzeniach. Kobieta ułatwiła mu ustabilizowanie sytuacji w USA i wkrótce wzięli ślub. Małżeństwo przetrwało zaledwie siedem lat, ponieważ oboje mieli zupełnie inne wizje oraz oczekiwania dotyczące wspólnego funkcjonowania.
Kulisy debiutu Aleksandra w "Sanatorium miłości". Ekipa postawiła na spontaniczność
Świeżo upieczony kuracjusz i jego współlokator Henryk opowiedzieli o początkach znajomości podczas poniedziałkowego wydania magazynu "Pytanie na śniadanie". Panowie przyznali na antenie, że od razu nawiązali nić porozumienia i świetnie czują się w swoim męskim towarzystwie.
- Przyjąłem Olka do siebie do pokoju, wszystko opowiedziałem i przedstawiłem. Jestem tolerancyjny, nie przeszkadzało mi wiele rzeczy. Doskonale się dogadywaliśmy - powiedział Henryk.
Największym zaskoczeniem dla fanów formatu okazały się okoliczności wejścia krakowianina na plan zdjęciowy. Ekipa realizacyjna wymogła na nim jazdę traktorem, choć wcześniej nigdy w życiu nie sterował takim pojazdem rolniczym.
- Sam byłem zaskoczony, ponieważ pierwszy raz jeździłem traktorem [...] Wypowiedzi było na spontanie. Reżyserka kazała siąść na traktor i niech się dzieje. Wszystko to spontan. Widziałem potencjał wśród tych ludzi. Ten program sam mówi o tym, że nie wolno się poddawać, bo kto wie - czy nie poznamy swojej miłości. Oglądajcie, bo będzie się działo. Uczestnicy mają nadzieję, że nas czeka coś nowego. Popycha nas to do pewnych działań - opowiadał Aleksander.