Spis treści
Zamieszanie w finale programu! Produkcja nie panuje nad formatem?
Krok polegający na przepuszczeniu do wielkiego finału aż czterech duetów wywołał niemałe kontrowersje. Miłośnicy tanecznego formatu od razu zaczęli dopytywać: kto stoi za tym werdyktem i czy nie łamie on regulaminu audycji? Sytuację podsycają sami sędziowie, którzy w kolejnych wypowiedziach dla mediów opowiadają zupełnie odmienne historie na ten temat.
Zobacz też: Ból za kulisami "Tańca z Gwiazdami"! Boczarska mówi o "permanentnej kontuzji"
"Taniec z Gwiazdami": jurorzy mówią co innego. Rozbieżne tłumaczenia decyzji
Największe poruszenie wywołały tłumaczenia Rafała Maseraka. W wywiadzie dla "Super Expressu" wyjawił on, że rozszerzenie finału było impulsem chwili. Według tancerza poziom półfinału był niezwykle zbliżony, więc komisja chciała sprawić "niespodziankę" i zaprosić do ostatniego starcia dodatkową parę. Ponadto zasugerował on, że twórcy programu poszli na żywioł, wierząc, że ewentualne nagięcie licencji ujdzie im płazem.
Zobacz też: Wielkie zmiany w "Tańcu z Gwiazdami". Jurorzy nie są już bezpieczni. Kto wyleci z pracy?
Bardzo wyrównany poziom był tej cha-chy i głosy też się tak rozłożyły na pół. I żeśmy rozmawiali z naszą główną jurorką, że może zrobić tak, że zrobimy im niespodziankę. No i zrobiliśmy niespodziankę... dostaliśmy zielone światło, że możemy tak zrobić. I to jest coś fantastycznego, że właśnie nikt nie będzie tutaj gorszy, lepszy, tylko tak naprawdę cztery pary się zmierzą w naszym wielkim finale (...) Słuchaj, no poszliśmy na żywioł. Wydaje mi się, że na tyle nasz format w Polsce jest silny i na świecie też. Od nas czerpią ludzie z całego świata przykład, więc nawet jakbyśmy gdzieś tam naruszyli delikatnie regulamin, to mam nadzieję, że nam wybaczą, a jak nie, to co, no to za tydzień nas nie będzie - śmieje się Maserak w wywiadzie dla "Super Expressu".
Całkowicie odmienne spojrzenie na sprawę ma jednak Iwona Pavlović. W rozmowie z Radiem Eska zaznaczyła, że wszystko odbyło się w pełnej zgodzie z wytycznymi licencjodawcy. Z jej perspektywy furtka na czteroosobowy finał była od początku otwarta, a oceniający po prostu zdecydowali się z niej skorzystać ze względu na znakomite umiejętności uczestników.
Według zasad licencjodawcy jest taka możliwość i nie ukrywam, że myślę - w bardzo dobrej wierze - to wykorzystaliśmy, ponieważ ta dogrywka była na bardzo wysokim poziomie. My, jako sędziowie, naprawdę uważamy, że podjęliśmy super decyzję. Jeśli mogą być cztery pary, zamiast trzech, to czemu tego nie zrobić? - mówi Esce Iwona Pavlović.
Trzecią, osobną wersję podała z kolei Ewa Kasprzyk. W dialogu z portalem Pomponik wyznała, że postanowienie było efektem bardzo ożywionych dyskusji w gronie sędziowskim, które otrzymało w tej materii wolną rękę. Zwróciła także uwagę na to, że tym razem to wyłącznie sędziowie mieli pełnię władzy i to oni jednomyślnie zadecydowali o przepuszczeniu dalej aż czterech duetów.
No decyzja była po burzliwych obradach, tak? Doszliśmy do wniosku, że trzeba, że jest tak wyrównana stawka, że obie pary przeszły do finału (...) To, przecież to my, to myśmy jurorzy, to o tyle dobre, że nie decydują tutaj SMS-y, nie widzowie, tylko my jurorzy. (...) Oddali nam władzę. Myśmy zadecydowaliśmy wspólnie, te cztery osoby, że taka jest nasza wola - mówiła z kolei Ewa Kasprzyk w rozmowie z Pomponikiem.
W efekcie mamy trzy różne perspektywy i odmienne tłumaczenia. Widzowie są coraz bardziej zakłopotani, a w internecie mnożą się krytyczne głosy. Fani wprost dopytują, czy ekipa realizacyjna w ogóle panuje nad wydarzeniami. Sytuację zaognia fakt, że mowa o decydującym momencie w jednym z największych telewizyjnych show. W tym programie każdy krok jest kluczowy, a brak jednej, wspólnej wersji wydarzeń jedynie potęguje wrażenie kompletnego bałaganu.