Spis treści
Alex Ramos w "Apetyt na miłość"
TVN Style od 11 lat regularnie na swoim kanale pokazuje stare reality show. Jednym z nich jest "Apetyt na miłość". Kandydat szedł na dwa obiady, a później wybierał wybraną osobę na kolejną randkę. To z tego programu wybił się popularny viral "z ryb to lubię fileta". Jednak innym nagraniem do dziś żyją też internauci. Jest to legendarna scena między Radkiem a Alex. Dziewczyna wtedy solidnie postawiła granice, co spotkało się z mocną reakcją mężczyzny. Obecnie rolka z jej udziałem stała się ponownie viralem.
Paula Dąbrowska: Jak znalazłaś się w "Apetycie na Miłość"?
Alex Ramos: - Przypadkiem. Chwilę wcześniej brałam udział w "MasterChefie" i to stamtąd mieli mój numer (to było przed RODO). Zupełnie nie chciałam iść do tego programu, ale miałam inny plan. Marzyłam o swoim własnym programie kulinarnym i nie ukrywam, że wtedy nie byłam przekonana do szukania miłości w telewizji. Chciałam być stroną wybierającą, ale nie było kandydatów wpisujących się w moje kryteria, abym to ja mogła chodzić na kolacje. Produkcja skusiła mnie, mówiąc, że pięknie pokażą, jak gotuję, więc dałam się namówić. Mimo, że byłam dziesięć lat młodsza niż teraz, moja lista wymagań wciąż była długa, a ten kandydat również nie do końca się w nią wpisywał. Rozumiem to tak, że produkcja mogła sugerować się zamiłowaniem do sportu. On przekonał ich, że również kocha sport i prawdopodobnie liczyli, że na tym polu znajdziemy porozumienie.
A pamiętasz może dzień nagrań? Jak to wszystko wyglądało? Niektórzy zarzucają, że wszystko było reżyserowane.
- Pamiętam dokładnie dzień nagrań, bo to było emocjonujące wydarzenie. Kiedy niedawno wrzuciłam rolki z programu, które stały się viralem, najczęstszym pytaniem było to, czy program był ustawiony, albo reżyserowany. Absolutnie nie. To wciąż jest mały, ale jednak plan filmowy, więc był reżyser, owszem, ale mówił gdzie ma stać kamera, a nie co my mamy robić. Reżyserował "obrazek", jednak nie dawał nam scenariusza ani instrukcji co mamy mówić/robić, bo to było typowe reality show. To, co pokazano, zadziało się naprawdę. Dla mnie było to bardzo intensywne przeżycie, bo brałam udział w programie o kolacji w ciemno, a nie spodziewałam się ataku. Myślałam, że ktoś przyjdzie na randkę, pogadamy, potem zaprosi mnie na drugą, a nie że wyniknie z tego taka afera. Zamiast z kwiatami, czy winem, kandydat przyszedł z ziółkami na problemy żołądkowe i aloesem, zaczął od opowieści, że interesuje się ziołami właśnie, a nie rozpoznał, że w kuchni stoi bazylia, więc już start był mocny.
A czy chłopak musiał kogoś wybrać? Czy mógł wam obu odmówić?
- Formuła programu zakłada, że na podstawie trzydaniowego menu od trzech osób wybiera się dwie, idzie do ich domu na kolację, a później jedną z tych dwóch osób trzeba samemu zaprosić na randkę. Wiedział, więc, że musi kogoś wybrać. Jak został wyproszony przy drugim daniu przeze mnie, to na drugiej randce nie mogło mu już pójść źle. To było prawdziwe - zachował się absolutnie nieelegancko i ciężko byłoby udawać, że możemy iść dalej. Gdy poszedł na drugą randkę, nawet gdyby ta pani miała trzecią rękę, on i tak nie miał wyboru, musiał się zachowywać przyzwoicie. To jest program, na którym się nie zarabia, za to kary umowne są wysokie, więc nie można się po prostu wypisać w trakcie.
Pamiętasz, jakie wtedy towarzyszyły Ci emocje?
- To nie była ani złość, ani żal do produkcji. Nie boję się trudnych sytuacji, co było widać. Przez moje doświadczenia, jestem nauczona jak radzić sobie z trudnymi osobnikami w sposób zdecydowany. Mimo to, było to dla mnie bardzo emocjonujące, szczególnie że w pewnym momencie patrzyłam na ekipę, czy coś zrobią, a nikt nawet nie drgnął. Całe nasze spotkanie trwało 40 min, co dokładnie pamiętam, bo sprawdziłam to na zegarku, a do odcinka weszło tylko kilka minut. Swoją drogą ciekawe, czy nadal gdzieś jest całość? Wiedziałam z "MasterChefa", że wszystko, co jest nagrane, może być “użyte przeciwko Tobie”, więc postanowiłam, że podejdę do tego z właściwym sobie poczuciem humoru i zachowam zimną krew.
Po wyproszeniu gościa - jak zareagowała produkcja?
- Część ekipy pobiegła, żeby go nagrywać, część została na setki ze mną, nagraliśmy nawet jak sama jem deser. Zaskoczyła mnie jednak ich reakcja, a raczej jej brak, w trakcie randki, gdy on mówił te nieeleganckie, pasywno-agresywne teksty i wprost odmawiał wyjścia. Ale wszyscy byliśmy w szoku. To był pierwszy sezon, pytałam ich czy to zawsze tak wygląda, czy specjalnie mnie wsadzili na minę, ale przyznali, że nie i było widać szczere zaskoczenie.
A co wywołało w Was, aż takie reakcje?
- Do dzisiaj nie jestem pewna, co go tak odpaliło. Sprawiał wrażenie, jakby trochę nie dosłyszał i był zdenerwowany nagraniem, więc nie wszystko, co mówiłam, do niego docierało. Afera wyniknęła chyba z tego, że zadałam pytanie znad patelni, upewniając się, czy chce steka "medium rare". To nie była złośliwość, po prostu zapomniałam, co mówił, a dla mnie to naturalne, żeby na co dzień używać angielskich sformułowań. On chyba poczuł się zagrożony, być może dlatego, że nie mówił po angielsku. Prawdopodobnie poczuł się niepewnie i chciał się bronić w obszarach, w których wydawało mu się, że go atakuję, mimo, że tego nie robiłam. Potem sam zaczął mnie atakować, czepiając się wszystkiego: jedzenia, ubrania, kierunku studiów. Wymyślał, że ma uczulenie tylko na małe pomidory, a na duże nie. Nie wiem, czy to w ogóle technicznie możliwe. Chciał mnie zawstydzić i być może sprowokować, ale źle trafił. O ile jego zdanie mnie nie obchodziło, to nie widziałam możliwości, żeby spędzać czas z kimś, kto próbuje mnie obrażać.
Alex Ramos: "Z takimi osobami trzeba się żegnać jak najszybciej"
A rozmawiałaś z nim jakoś dłużej o tym wszystkim?
- Nie, nie rozmawiałam z nim ani wcześniej, ani później. Teraz wysłał mi wiadomość z prośbą o usunięcie rolek. Stwierdziłam, że mogę to zrobić, bo nie było moją intencją psucie mu życia, choć jakiekolwiek reperkusje to wynik jego własnego zachowania i nie do mnie powinien mieć pretensje. Powtórki i tak lecą regularnie. Od 11 lat, za każdym razem, gdy jest powtórka, a wiem, że lecą często, na losowych kanałach - dostaję miłe wiadomości. Łatwo mnie znaleźć, bo wszędzie używam imienia Alex przez "X". Od kiedy jestem bardziej aktywna w Internecie w związku z moim podcastem, wiadomości pojawiają się dużo częściej. To niezwykłe, że po tylu latach ten odcinek wciąż budzi takie emocje. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że jego zachowanie było wyjątkowo niestosowne, ale niestety bardziej powszechne niż powinno być, a ja postawiłam granicę w sposób, na który nie każdy ma odwagę. A po prostu trzeba to robić, bo nie można "tańczyć" z ludźmi, którzy chcą Cię wdeptać w ziemię tylko dlatego, że mają kompleksy. Z takimi osobami trzeba się żegnać jak najszybciej. Wychodzi na to, że ten chłopak nie miał żadnej refleksji. Wtedy, przed pierwszą emisją programu, sprawdziłam jego Facebooka. Udostępniał zapowiedzi i był zadowolony ze swojego "występu". Myślał, że świetnie się zachował. Później na jakiś czas zablokował swoje konto, prawdopodobnie dlatego, że ludzie pisali do niego okropne rzeczy w mediach społecznościowych.
Widziałam w komentarzach, że wiele dziewczyn do Ciebie napisało na temat Twojego gościa. Niektóre nawet go znały…
- Po wrzuceniu rolek, zarówno w komentarzach, jak i wiadomościach pojawił się przekaz od osób, które go znają ze studiów czy z pracy, albo jakkolwiek osobiście, gdzie stwierdzano, że on taki jest na co dzień jak w tym odcinku. Przed tymi wiadomościami nie analizowałam jego zachowania. Po prostu mi się ono nie podobało i nie chciałam go więcej widzieć, natomiast po tych reakcjach widzę jak ważny społecznie jest to temat. Chociaż uważam, że warto skupić się bardziej na sobie i nauce stawiania granic, niż na czepianiu się takich typów. Oni i tak się nie zmienią, więc od nich po prostu trzymajmy się z daleka.
Powiedziałaś, że odcinki są dalej regularnie emitowane. Mieliście zapis w umowie, że po 10 latach ta emisja może trwać? Dlaczego w takim razie usunęłaś viralową rolkę?
- Nie mogę zdradzać szczegółów umowy, ale z pewnością standardem w takich umowach jest zapis o udostępnianiu na wszystkich polach eksploatacji, zdaje się, że dożywotnio, więc właściciel licencji bez problemu może puszczać powtórki. Konsultowałam się z prawnikami i mogłabym zostawić te rolki, ponieważ to materiał publicznie dostępny. Niemniej jednak nie potrzebuję ani złej energii, ani nerwów. Wrzuciłam to dość spontanicznie, więc stwierdziłam, że mogę to usunąć i tyle. Zostawiłam fragment, na którym go nie ma. Zabawne jest to, że nawet gdy pokazywałam ten odcinek znajomym, którzy nie mówią po polsku, wszyscy byli w emocjach. Nie trzeba znać języka, żeby zrozumieć intensywność tego odcinka.
Alex Ramos: szczęśliwa mama, walcząca o kolejne cele
A co obecnie u Ciebie słychać? Co się z tobą działo przez te 10 lat?
- Przez te 10 lat wydarzyło się sporo. Wtedy pracowałam nad własną aplikacją mobilną dla trenerów personalnych, później miałam swoją agencję rekrutacyjną i zarządzałam polskim oddziałem niemieckiej spółki IT. Napisałam książkę o tym, jak dostać pracę (Win That Interview), ale po angielsku, bo w tym języku najwięcej pracowałam. Od ponad pół roku prowadzę swój podcast "Brzydkie Problemy Ładnych Ludzi", który można znaleźć na YouTube i Spotify wpisując "Alex Ramos Podcast". Stwierdziłam, że nie mogę dłużej trzymać mojej kreatywno-artystycznej strony na smyczy. Jestem z wykształcenia psychologiem, a dzięki tysiącom przeprowadzonych rozmów kwalifikacyjnych, prowadzenie głębokich konwersacji w podcaście przychodzi mi łatwo, bo naturalnie czytam ludzi. Czasami prowadzę coachingi dotyczące rozwoju kariery, bo znam perspektywy rekrutera, managera i właściciela firmy z doświadczenia. Wszystko to, wykorzystuję w moim podcaście, gdzie myśl przewodnia to "nie jest ważne, co Cię w życiu spotkało, tylko co z tym zrobisz". Chodzi o to, że w social mediach obraz życia jest wyidealizowany, a tak naprawdę każdy z nas ma problemy i warto o tym mówić, żeby się wspierać i inspirować innych do zmiany. Dlatego wraz z gośćmi dzielimy się naszą drogą do lepszego życia, tak, żeby pomóc innym.
A chciałaś wziąć udział jeszcze w innym reality show? Zgłaszałaś się do innego programu?
- Tak, zgłaszałam się do wszystkich takich naprawdę ciekawych, gdzie liczy się również bystrość umysłu. Niestety, nie mogę wziąć udziału jako uczestnik, bo na jakimś etapie zawsze słyszę, że "Internet nie zapomina". Mimo że mój "występ" był oceniony pozytywnie, to do programów, gdzie szukają osób bez przeszłości telewizyjnej, mimo, że to było tak naprawdę kilka minut, mam wilczy bilet. Niedawna, spontaniczna publikacja fragmentów "Apetytu" była wynikiem tego procesu myślowego, bo idąc właśnie za hasłem mojego podcastu, że nie jest ważne, co Cię spotkało, tylko co z tym zrobisz, to skoro ten program jest taki niezapomniany, wzbudza tak ogromne emocje mimo upływu lat, że zamyka mi drzwi, to czemu nie miałby mi otworzyć jakichś niespodziewanych? Cały czas chcę mieć swój program, teraz jednak rozwojowo-rozrywkowy, bo gotowania mi się już dawno odechciało (śmiech).
Tak bardzo lubisz plany zdjęciowe?
- Plany zdjęciowe, zwłaszcza te większe, mają atmosferę trochę jak w ulu, a trochę jak w teatrze. Magia. Jest mnóstwo osób, a na występującym ciąży duża odpowiedzialność i ja to lubię. Po prostu jestem tam szczęśliwa. Odnajduję się w nagrywaniu podcastów w profesjonalnym studio i prowadzeniu głębokich rozmów. Dlatego też chciałabym mieć swój program, bo mam takie poczucie i w pewnym sensie też dowody empiryczne, że moja autentyczność ma pozytywny wpływ na innych. Wiem to z wiadomości od ludzi, które dostaję zarówno w związku z "Apetytem" jak i moim podcastem. Gdy próbuję mówić do kamery w domu, jestem trochę usztywniona, a gdy wchodzę na plan, nawet jak mam dół, odzyskuję energię. I jestem spełniona, kiedy mogę kogoś zainspirować do zmiany na lepsze.
A jak potoczyło się twoje życie miłosne?
- Jestem szczęśliwą mamą, ale wychowuję synka sama, ponieważ jego tata zdecydował się zwinąć żagle na wieść o ciąży. Niemniej jednak staram się, żeby mieli kontakt i w jakimś stopniu się to udaje. Chwilowo nie mogę zdradzać szczegółów mojego aktualnego życia miłosnego, ale mogę powiedzieć, że dla mnie od zawsze miłość jest solą życia, a kiedy randkuję, najczęściej wzbudzam w mężczyznach dwie skrajne reakcje: albo agresję i przerażenie, albo – jeśli są otwarci na moja intensywną energię i wspólny rozwój – fascynację. Ewentualnie trzecią, zostajemy kumplami, bo ja się od zawsze dobrze dogaduję z mężczyznami, którzy mają dystans do siebie.