Jerzy Kamas: jeden Wokulski, dwie Izabele
Rola Stanisława Wokulskiego w serialowej "Lalce" na zawsze zrosła się z nazwiskiem Jerzego Kamasa. Aktor stworzył postać twardego romantyka, który swoją namiętnością do Izabeli Łęckiej poruszył całą Polskę. Na ekranie jego uczucie było niemal namacalne, ale za kulisami tej wielkiej miłości kryły się dwie zupełnie różne historie, opowiedziane przez dwie wielkie gwiazdy – Małgorzatę Braunek i Beatę Tyszkiewicz. Jedna dzieliła z nim plan filmowy, druga – podziw i pewną żartobliwą fantazję.
Chłodny profesjonalizm, który rozpalił ekran
Małgorzata Braunek, serialowa Izabela, nie miała wątpliwości co do klasy swojego partnera. Przyznawała, że Jerzy Kamas był "zabójczo przystojny, utalentowany i intrygujący". Mimo to ich relacja ograniczała się wyłącznie do pracy. Aktor kwitował to krótko i rzeczowo: "Pracowało mi się z nią przyzwoicie, chociaż nie było między nami przyjacielskiej serdeczności". Ten zawodowy dystans okazał się paradoksalnie kluczem do sukcesu. Ona, rozchwytywana gwiazda z własnym rytmem pracy, i on, skupiony profesjonalista, stworzyli na ekranie idealne odbicie powieściowych bohaterów. Chłód i rezerwa, które panowały między nimi po zejściu z planu, w kamerze zamieniały się w elektryzujące napięcie – idealnie oddając dynamikę zdystansowanej arystokratki i płonącego z uczucia kupca.
Jak Jerzy Kamas oczarował Beatę Tyszkiewicz: "Skończyłoby się to małżeństwem".
Zupełnie inaczej obecność Kamasa działała na Beatę Tyszkiewicz, która w rolę Łęckiej wcielała się w filmowej adaptacji Wojciecha Hassa. Dama polskiego kina nie kryła, że aktor robił na niej ogromne wrażenie. Wspominając sceny tańca Kamasa z Braunek, pozwoliła sobie na odważną i pełną uroku deklarację. "Gdyby Jerzy grał ze mną, skończyłoby się to małżeństwem. Chyba bym mu uległa…" – przyznała po latach w rozmowie z Super Expressem. W jej słowach wybrzmiewała nuta żartu, ale przede wszystkim szczery podziw dla jego scenicznej charyzmy. Ta anegdota stała się częścią legendy aktora – dowodem na to, jak silne emocje potrafił wzbudzać, nawet u koleżanek po fachu.
Amant, który wzbudzał emocje nawet z dystansu
Dwie wielkie aktorki i dwa skrajnie różne spojrzenia na tego samego mężczyznę. Jedna relacja oparta na chłodnym szacunku, druga podszyta fascynacją i niedoszłym romansem zrodzonym w wyobraźni. Ten kontrast idealnie oddaje fenomen Jerzego Kamasa. Na planie uchodził za partnera idealnego – eleganckiego, uważnego, potrafiącego "prowadzić" w każdej scenie niczym w tańcu. Nie potrzebował zażyłości ani prywatnych więzi, by na ekranie stworzyć iluzję wielkiej namiętności. Wzbudzał emocje samą swoją obecnością, pozostając przy tym człowiekiem z klasą, który starannie strzegł swojej prywatności.