Spis treści
Karol Strasburger uderza w plotkarskie media
Karol Strasburger od lat utrzymuje się w czołówce najbardziej znanych twarzy polskiej telewizji. Niestety, sława niesie ze sobą pewne koszty. Aktor i prezenter nieustannie gości na łamach serwisów plotkarskich jako bohater przeróżnych sensacji. Gwiazdor przyznaje otwarcie, że choć nie śledzi takich portali, informacje o jego rzekomych perypetiach życiowych i tak do niego trafiają. A jest tego niemało. Strasburger słyszał już o sobie w zasadzie wszystko, włącznie z rzekomym rozstaniem z żoną, powiększeniem rodziny czy poważnym kryzysem w życiu prywatnym.
Prezenter "Familiady" o wymyślonych historiach: "Dziś w nocy gruchnęła wiadomość"
Prezenter ma pełną świadomość, że to, co robi w zaciszu domowym, od lat elektryzuje opinię publiczną. Zauważa, że największe zainteresowanie budzi jego związek ze znacznie młodszą partnerką oraz fakt, że zdecydował się na ojcostwo w dojrzałym wieku. Co go jednak najbardziej uderza, to natężenie i kaliber tych zmyślonych historii. Zwraca uwagę, że niektórzy mają skłonność do kreowania absolutnie absurdalnych scenariuszy na temat jego codzienności.
Zobacz też: Karol Strasburger mówi wprost o samotności. Te słowa chwytają za serce
"Mnie plotki nie rozbawiają, przyznam szczerze, a jednocześnie nie jestem dobrym odbiorcą, ponieważ nie słucham, nie czytam, nie wnikam, ale to do mnie dociera oczywiście. Jestem osobą, która żyje dość nietypowo, mając dziecko małe, mając dużo młodszą żonę od siebie i tak dalej. To wszystko spotyka mnie w sposób trochę zadziwiający, trochę denerwujący, a najbardziej współczuję tym ludziom, którzy nie mając własnego życia, tak się wciskają, tak oceniając cudze życie, plotkują, gadają, że ja będę miał drugie dziecko, że już mam, gadają, że już się dawno rozwiodłem, gadają, że już moje życie jest tragiczne i tak dalej. Wymyślają, co chcą. Nie mam w ogóle zrozumienia do tego faktu, nie wiem, czego to się bierze..." - wyznał Karol Strasburger w wywiadzie z nami.
Aktor nie kryje, że nie potrafi pojąć osób, które z taką łatwością ferują wyroki i żyją sprawami innych ludzi. Według niego internet to dziś miejsce, które napędza sztuczną sensację, a tytuły artykułów są tworzone tylko po to, by zgromadzić kliknięcia. Prezenter uważa, że zasada jest prosta: większa afera to więcej czytelników i tym samym większe zyski z reklam. Strasburger dostrzega również, jak bardzo zmienił się rynek medialny. Wspomina czasy, gdy reklamy właściwie nie funkcjonowały, podczas gdy obecnie walka o atencję internautów jest niezwykle brutalna.
Zobacz też: Tradycja, pamięć i serce. Polskie gwiazdy kwestowały na Powązkach w dniu Wszystkich Świętych
"Może chęcią zaistnienia, może chęcią, aby ta rzecz, która przychodzi najłatwiej, bo plotka jest najchętniej kupowana, szczególnie przez internet... śmieję się zawsze z tych artykułów, które się pojawiają codziennie - "Dziś w nocy gruchnęła wiadomość" - no i te wiadomości gruchają nagle niby, często są nieprawdą, nic nie gruchnęło w nocy. To jest takie zainteresowanie, aby ludzie klikali i żeby oglądali to coś, co się potem okazuje bardzo błahe, albo w ogóle nieistniejące. Ja to rozumiem, że po drodze mamy reklamy, majtek, staników, gumy do żucia, wszystkiego po kolei, więc chodzi o te reklamy. A ja pamiętam czasy, że reklama w ogóle nie istniała, bo nie było towaru... puste sklepy to co tu reklamować, prawda? No więc z jednej strony pewnie się cieszy, że jest ta reklama i że jest dużo rzeczy, które ze sobą rywalizują i walczą, ale dodam, że nie wszystkimi środkami" - dodał Karol Strasburger w rozmowie z nami.