Spis treści
Magda Biegalska w Hotelu Paradise 12
Magda Biegalska była uczestniczką Hotelu Paradise 12. Dziewczyna była w programie od samego początku i odpadła dopiero przed UberPandorą. Również od pierwszego odcinka połączyła ją relacja z Andrzejem Banaszakiem. Początkowo nie było między nimi problemów, ale później pojawiły się różnice poglądów, które spowodowały między nimi konflikt.
Magda w programie dała się poznać jako uczestniczka "manifestująca i knująca", chociaż od początku mówiła jasno po co przyszła - po wygraną. Niektórzy uczestnicy nie byli z tego zadowoleni i szczególnie po programie pokazali, jakie mają podejście do dziewczyny.
Tak Magda Biegalska znalazła się w Hotelu Paradise. Tego nie żałuje
Magda Biegalska w rozmowie z VOX FM opowiedziała o swoich początkach w Hotelu Paradise. Jak wyglądał casting? Jak znalazła się w programie? Które sceny pokazano inaczej w programie, a inaczej było w rzeczywistości?
Paula Dąbrowska: Zacznijmy może od tego, jak się w ogóle znalazłaś w Hotelu Paradise?
Magda - Zanim zaczęłam oglądać poprzednie sezony, to zawsze byłam na bieżąco mniej więcej z tym, co się dzieje, no bo wszędzie widziałam jakieś urywki. W pracy miałam koleżanki, które są ultra mega fankami i one mi zawsze mówiły, że z moim charakterem powinnam się zgłosić. A że byłam wychowana na innych reality typu „Bar czy Big Brother”, to zawsze chciałam wystąpić w tego pokroju formatach. Pamiętam, zanim się zgłosiłam, to chyba dwa lata wcześniej na nocce przeglądałam, jak wygląda ten formularz. W końcu wtedy go nie wysłałam, aż któregoś razu wyskoczyła mi reklama jako post sponsorowany na Instagramie. To był ostatni dzień. Mieli już całą obsadę wybraną, więc jak brali uczestników do naszej edycji, to po prostu moje zgłoszenie wyciągnęli z tamtych poprzednich. Zgłosiłam się w marcu, a dopiero w lipcu byłam na castingu w Warszawie.
Ale w tym momencie ty w ogóle miałaś przyjemność poznać uczestników poprzedniego sezonu?
- Nie. Po emisji programu poznałam Milana, poznałam Mikołaja na imprezie w Warszawie (uczestnicy 10. edycji). Pisałam też z kilkoma dziewczynami z poprzednich edycji - z Natalką z HP11, z Alicją z dziesiątej edycji. Ostatnio napisała do mnie też jedna dziewczyna, nie pamiętam dokładnie z którego sezonu, bo go nie oglądałam. Pisała mi, że jej postać też była kreowana na "czarny charakter" i widzi duże podobieństwo w tym, jak nas zmontowali.
Jakie towarzyszyły Ci emocje, gdy wiedziałaś, że tam lecisz? Jak z perspektywy czasu oceniasz montaż?
- Inni mieli jakieś tkliwe historie o życiu, a z mojej półtorej godzinnej rozmowy z reporterką wyciągnęli tylko to, że będę knuć, manipulować i podłożyli pod to złowieszczą muzykę. Nawet oświetlenie w mojej wizytówce było w czerwonych barwach, żeby pokazać mnie jak jakiegoś diabła.
Twoje zdjęcie i wizytówka były całkowicie inaczej zrobione – czarne tło, czerwone światło. To jest ważny temat, bo uczestnicy co roku grzmią w mediach społecznościowych, że niektóre sceny były tak pomontowane, że momentami nimi manipulowano. Czy takich scen u Ciebie też było wiele?
- O matko, jak to oglądałam, to aż łapałam się za głowę. Czasami to było wręcz montażowe faux-pas. Widać to po ubraniach albo gdy w dwóch odcinkach z rzędu dają tę samą setkę do dwóch zupełnie innych sytuacji, bo akurat im pasowało. Poza tym setki wyglądają tak, że masz zadawane konkretne pytania. Moja sławna kwestia, gdzie mówię "po trupach do celu"... Zapytali mnie: "Wolałabyś odpaść w pierwszy dzień, czy jeżeli miałabyś przejść dalej, to zrobisz to po trupach do celu?". Odpowiedziałam, że wolałabym zrobić wszystko, żeby zostać w programie, a jeśli pytają o opcję "po trupach do celu", to wolałabym to, niż odpaść. Kazali mi to powiedzieć pełnym zdaniem, wycięli kontekst i siup - pokazali mnie z najgorszej strony. Dwie sceny były całkowicie wycięte z kontekstu. Pierwsza dotyczyła szczęki Roksany. Roksi narzekała w Hotelu, że ciągle boli ją głowa po jednej stronie, bo ma wszystkie ósemki, a z jednej strony nawet dziewiątkę. Zasugerowałam jej po prostu, że to może być wada zgryzu i dlatego boli ją głowa - normalna, luźna rozmowa. Wycięli to tak, żeby wyszło, że udaję jej przyjaciółkę, a czepiam się jej wyglądu z zazdrości.
Druga kwestia to sławetna rozmowa o dzieciach, która odbiła się szerokim echem w mediach. Ta scena w rzeczywistości trwała chyba z pół godziny. Marcel zapytał grupę, czy chcemy mieć dzieci. Powiedziałam spokojnie, że nie chcę. Wtedy panowie obsiedli mnie i zaczęli wymyślać coraz to nowe scenariusze: "A jakbyś była milionerką?" - Mówię, że nie, to nie kwestia pieniędzy. "A jakbyś miała męża, który by się tylko nimi zajmował?". Odpowiadam, że nadal nie. Wymieniali te scenariusze przez pół godziny, bo jak większość mężczyzn, nie znali słowa "nie". W końcu wybuchłam z irytacji i oczywiście w telewizji pokazali tylko ten mój wybuch.
Tak samo było z aferą o Darka. Pokazali to bardzo krótko, a Dominika wspominała, że kłótnia trwała prawie cały wieczór. Przez tę awanturę Martyna weszła do willi jeden dzień później, bo produkcja widziała, że jest świetny content i przesunęła jej wejście. Mnie i Roksanie znowu się oberwało, bo pokazano, że niby chcemy knuć z Darkiem. Tymczasem cała afera Dominiki i Oliwii względem niego dotyczyła czegoś zupełnie innego, dużo gorszego, na co my z Roksaną po prostu nie chciałyśmy przystać. Niestety nie mogę o tym mówić.
Ojej, to brzmi niesamowicie poważnie. A jak wyglądała sytuacja z UberPandorą? W programie wyglądało to tak, jakby panowała tam grobowa cisza i nikt nic nie mówił.
- Ja akurat się nie odzywałam i to pokazali zgodnie z prawdą - nie brałam udziału w dyskusjach. Ale ludzie mi potem pisali, że jak produkcja widziała, że nie ma z moich wypowiedzi co zmontować, to pomontowali przebitki tak, żebym miała jakiś złowieszczy wzrok. Pisali, że patrzyłam jak bazyliszek. Stwierdziłam, że skoro odpadłam, to potrafię odróżnić życie hotelowe od prywatnego i nie widziałam sensu, żeby na sam koniec kłócić się z tymi ludźmi. Byłam po prostu zmęczona, mega zła na Andrzeja i poirytowana, bo nagrywaliśmy to przez kilka godzin. Dyskusje były, ale uważam, że w porównaniu do poprzednich sezonów nasz i tak był dość spokojny.
Co się z Tobą stało dokładnie po odpadnięciu z programu? Paulina opowiadała, że była odcięta od świata i to mocno odbiło się na jej zdrowiu psychicznym. Jak wyglądało Twoje "wygnanie"?
- Od razu w nocy wywieźli mnie do takiego miejsca typu Airbnb w środku dżungli. Byłam tam sama jak palec. Dają ci do dyspozycji jedynie stary telefon z pełną klawiaturą, gdzie masz zapisany tylko jeden kontakt - do opiekuna uczestników, w razie, gdybyś umierała (śmiech). Miałam tam dla siebie jeden pełny dzień. Siedziałam na balkonie z widokiem na dżunglę. Na szczęście miałam YouTube'a. Jedyne, o czym marzyłam po odpadnięciu, to być samą i w końcu włączyć muzykę. Odpaliłam set Charlotte de Witte z Tomorrowlandu i na całą dżunglę leciało techno! W przeciwieństwie do osób, które ładują baterie w towarzystwie, potrzebuję samotności. Gdy na setce po odpadnięciu zapytali mnie, co czuję, odpowiedziałam prosto z mostu: ulgę. Ulgę, bo wiedziałam, że zaszyję się sama w pokoju i nie będę musiała z nikim rozmawiać. Byłam tam niecałe trzy dni, bo kolejnego dnia jechaliśmy już na UberPandorę, a potem na finał, więc nie zdążyłam poczuć dotkliwej samotności.
A z kim utrzymujesz regularny kontakt po programie? Na Instagramie widziałem, że na pewno z Zuzią. Zaskoczył mnie też Marcel, bo w programie w ogóle nie pokazywano Waszych rozmów, a on pisał, że z Tobą miał najlepszy kontakt.
- Tak, z Zuzią mam zdecydowanie najlepszy kontakt. Z Marcelem w hotelu rozmawialiśmy bardzo często, mamy bardzo podobne poczucie humoru. Też byłam w szoku, że nie pokazani ani jednej naszej normalnej rozmowy, oprócz tej nieszczęsnej sytuacji z dziećmi. Prawda jest taka, że w hotelu rozmawiałam z Marcelem częściej niż z Andrzejem. Poza nimi regularny kontakt mam jeszcze z Roksaną i Martą, a ostatnio, odkąd mocniej działam na TikToku również z Maksem i Denisem.
A jak wygląda sytuacja z Oliwią i Dominiką? Na Instagramie rzucały w Twoją stronę jakieś przytyki, że "coś się stało po nagraniach". O co dokładnie chodzi?
- Sama nie wiem, bo nie oglądam ich rozmów. Widziałam tylko urywek z wywiadu dla TVN, gdzie, zamiast pytać parę finałową o ich relację, padło pytanie o mnie i o to, co mam do powiedzenia. Dominika dogryzała mi wtedy, że "cieszy się, że Magda nadal pracuje w szpitalu". No ja też się cieszę! Przynajmniej mam umowę o pracę na czas nieokreślony, pracuję w wyuczonym zawodzie i mam skończone studia, więc nie wiem, co ten przytyk miał na celu. To tylko udowodniło mi, że oni cały ten sezon i swoją popularność nabijali na hejcie skierowanym we mnie. To abstrakcja - dlaczego pytają parę finałową o dziewczynę, która odpadła dwa dni przed finałem, zamiast o ich bezpośrednich rywali? Uważam, że ogromną rolę odegrał tu lektor. W poprzednich sezonach jego komentarze były zabawne, a w naszym wręcz narzucał narrację, kogo widzowie mają lubić, a kogo nie. Gdyby lektor naśmiewał się z tekstów Roksany, ludzie uznaliby ją za głupią – tak jak trochę robił to z Olą z 11. edycji. Ale że mówił o niej dobrze, to ludzie ją polubili. Ze mną było na odwrót - skoro lektor ciągle mówił o mnie źle, to widzowie podchwycili to samo.