Reżyser krępował się, gdy proponował to Zofii Czerwińskiej. Chodziło o jedno zdanie

2026-05-15 13:05

Bywają propozycje, których złożenie przychodzi z trudem nawet starym znajomym. Gdy reżyser „Czterdziestolatka” zwracał się do Zofii Czerwińskiej z ofertą tej roli, czuł się potwornie zakłopotany. W ręku miał bowiem scenariusz z epizodem tak drobnym, że wręczenie go gwieździe jej formatu mogło być uznane za towarzyską niezręczność.

Wielka tajemnica serialu "Czterdziestolatek". Historia z Koprem

Rola po znajomości?

W świecie wielkich produkcji telewizyjnych, jakim bez wątpienia był "Czterdziestolatek", nie wszystkie role rodziły się na oficjalnych castingach. Czasem decydował przypadek, a czasem – towarzyska znajomość. Tak było w przypadku Zofii Czerwińskiej, aktorki o ugruntowanej pozycji, której reżyser Jerzy Gruza miał do zaoferowania coś, co na pierwszy rzut oka nie brzmiało jak propozycja godna jej talentu. Ich drogi często krzyżowały się na branżowych bankietach, a jak wspominała sama artystka, nie raz zdarzyło im się wspólnie "pić wódkę". To właśnie podczas jednego z takich nieformalnych spotkań padła propozycja, która na zawsze miała zmienić jej miejsce w historii polskiego serialu.

Jedno zdanie Gruzy i wielka niezręczność

Jerzy Gruza czuł się wyraźnie zakłopotany. Miał przed sobą gwiazdę, a w scenariuszu rolę tak małą, że ledwo zauważalną. 

Słuchaj właściwie nie mam ci co zaproponować. Krępuję się, bo jest taka rola kreślarki w baraku gdzie ona mówi – Może herbatki panie inżynierze?

– miał powiedzieć reżyser. Propozycja była skromna: epizod, jedno zdanie, postać bez imienia, tło dla głównych bohaterów. W świecie, gdzie aktorzy walczą o każdą linijkę tekstu, taka oferta mogłaby zostać odebrana jako afront. Była to jednak szansa, choć mikroskopijna, na zaistnienie w produkcji, która już wtedy zapowiadała się na wielki hit.

W baraku pełnym mężczyzn musiało ją być widać

Wielu na miejscu Czerwińskiej mogłoby grzecznie odmówić lub przyjąć rolę z poczuciem niedosytu. Ona jednak zareagowała z błyskotliwością i aktorską intuicją, które cechowały największych. Zamiast skupiać się na ograniczeniach, natychmiast dostrzegła potencjał. Analiza sytuacji była krótka i genialna w swojej prostocie.

Ale ja sobie pomyślałam, że skoro to jest barak i są w nim sami mężczyźni, to mnie musi być widać

– wyznała po latach w rozmowie z "Super Expressem". To jedno zdanie pokazało jej niezwykły spryt i zrozumienie ekranowej dynamiki. Wiedziała, że w męskim, surowym otoczeniu budowy jej postać może stać się wyrazistym, zapadającym w pamięć akcentem.

Czerwińska zmieniła jedno zdanie w kultowa kwestię

Strategia okazała się strzałem w dziesiątkę. Epizod, który miał być jedynie drobnym ukłonem reżysera w stronę znajomej aktorki, przeszedł do legendy. Zofia Czerwińska zamieniła jedno zdanie w kultową kwestię, a postać pani Zosi, kobiety z budowy, na stałe wpisała się w krajobraz "Czterdziestolatka" i zbiorową wyobraźnię Polaków. Jej krótka obecność na ekranie dowiodła, że nie ma małych ról, są tylko szanse, które trzeba umieć wykorzystać. Jak sama przyznała, podsumowując tę historię: "i na dłuższą metę to na tym wygrałam". Zagrała epizod, a wygrała nieśmiertelność.