Rola po znajomości?
W świecie wielkich produkcji telewizyjnych, jakim bez wątpienia był "Czterdziestolatek", nie wszystkie role rodziły się na oficjalnych castingach. Czasem decydował przypadek, a czasem – towarzyska znajomość. Tak było w przypadku Zofii Czerwińskiej, aktorki o ugruntowanej pozycji, której reżyser Jerzy Gruza miał do zaoferowania coś, co na pierwszy rzut oka nie brzmiało jak propozycja godna jej talentu. Ich drogi często krzyżowały się na branżowych bankietach, a jak wspominała sama artystka, nie raz zdarzyło im się wspólnie "pić wódkę". To właśnie podczas jednego z takich nieformalnych spotkań padła propozycja, która na zawsze miała zmienić jej miejsce w historii polskiego serialu.
Jedno zdanie Gruzy i wielka niezręczność
Jerzy Gruza czuł się wyraźnie zakłopotany. Miał przed sobą gwiazdę, a w scenariuszu rolę tak małą, że ledwo zauważalną.
Słuchaj właściwie nie mam ci co zaproponować. Krępuję się, bo jest taka rola kreślarki w baraku gdzie ona mówi – Może herbatki panie inżynierze?
– miał powiedzieć reżyser. Propozycja była skromna: epizod, jedno zdanie, postać bez imienia, tło dla głównych bohaterów. W świecie, gdzie aktorzy walczą o każdą linijkę tekstu, taka oferta mogłaby zostać odebrana jako afront. Była to jednak szansa, choć mikroskopijna, na zaistnienie w produkcji, która już wtedy zapowiadała się na wielki hit.
W baraku pełnym mężczyzn musiało ją być widać
Wielu na miejscu Czerwińskiej mogłoby grzecznie odmówić lub przyjąć rolę z poczuciem niedosytu. Ona jednak zareagowała z błyskotliwością i aktorską intuicją, które cechowały największych. Zamiast skupiać się na ograniczeniach, natychmiast dostrzegła potencjał. Analiza sytuacji była krótka i genialna w swojej prostocie.
Ale ja sobie pomyślałam, że skoro to jest barak i są w nim sami mężczyźni, to mnie musi być widać
– wyznała po latach w rozmowie z "Super Expressem". To jedno zdanie pokazało jej niezwykły spryt i zrozumienie ekranowej dynamiki. Wiedziała, że w męskim, surowym otoczeniu budowy jej postać może stać się wyrazistym, zapadającym w pamięć akcentem.
Czerwińska zmieniła jedno zdanie w kultowa kwestię
Strategia okazała się strzałem w dziesiątkę. Epizod, który miał być jedynie drobnym ukłonem reżysera w stronę znajomej aktorki, przeszedł do legendy. Zofia Czerwińska zamieniła jedno zdanie w kultową kwestię, a postać pani Zosi, kobiety z budowy, na stałe wpisała się w krajobraz "Czterdziestolatka" i zbiorową wyobraźnię Polaków. Jej krótka obecność na ekranie dowiodła, że nie ma małych ról, są tylko szanse, które trzeba umieć wykorzystać. Jak sama przyznała, podsumowując tę historię: "i na dłuższą metę to na tym wygrałam". Zagrała epizod, a wygrała nieśmiertelność.