Amerykanie JEDNAK powoli wycofują się z Europy?
Administracja Donalda Trumpa podjęła decyzję o wstrzymaniu planowanego rozmieszczenia dodatkowych sił zbrojnych w Polsce, co stanowi nagły zwrot w dotychczasowej polityce bezpieczeństwa. Decyzja ta jest bezpośrednio powiązana z nową strategią geopolityczną Waszyngtonu, zakładającą deeskalację napięć z mocarstwami w zamian za korzyści gospodarcze. Amerykanie traktują wycofanie się z wzmocnienia wschodniej flanki NATO jako gest dobrej woli wobec Rosji oraz kartę przetargową w szerokich negocjacjach handlowych z Chinami.
Biały Dom argumentuje ten krok również kwestiami finansowymi, podkreślając, że państwa europejskie muszą w większym stopniu samodzielnie finansować własną obronność. Choć obecne kontyngenty pozostają na miejscu, wstrzymane zostają inwestycje w nową infrastrukturę militarną. Polska dyplomacja, zaskoczona tym ruchem, stara się ratować sytuację poprzez propozycje zwiększenia zakupów amerykańskich technologii i sprzętu, próbując dostosować się do transakcyjnego stylu uprawiania polityki przez obecną ekipę w Waszyngtonie.
Jednocześnie Trump ogłosił na początku maja, że w ciągu roku wycofa z Niemiec około 5 tysięcy żołnierzy z jednej z bawarskich baw wojskowych.
Grzegorz Płaczek o USA w Polsce
Polityk Konfederacji nie ukrywa całej sytuacji wokół wojsk w Polsce.
- W przypadku Niemiec byliśmy informowani wcześniej, w przypadku Polski jest dziwna sytuacja. Czy my jesteśmy gotowi, aby wypełnić taką lukę? I czy my jesteśmy niezależni od tego, czy wojska USA będą stacjonować w Polsce czy nie, gotowi, żeby się obronić - powiedział Płaczek.
Jednocześnie odniósł się do niektórych zarzutów braku gotowości Polski na obronę. Nie skrytykował.
- Kiedy rozpoczynałem kadencję Sejmu, zacząłem żyć w smutnym przekonaniu, że w przypadku pełnoskalowej inwazji Rosji na Polskę, przyjdzie nam się bronić krótko, jeżeli ktoś nam nie pomoże. Czy po dwóch latach to się zmieniło? - podsumował Płaczek.