Referendum w Krakowie budzi emocje
Aleksander Miszalski wygrał wybory prezydenckie w Krakowie w 2024 roku minimalną przewagą, pokonując w drugiej turze Łukasza Gibałę o niespełna 1% głosów. Po objęciu urzędu szybko musiał zmierzyć się z rosnącą presją społeczną dotyczącą kluczowych inwestycji i polityki miejskiej. Główne zamieszanie wokół zapowiadanego referendum dotyczy przede wszystkim tempa budowy metra, reformy Strefy Czystego Transportu (SCT) oraz ochrony terenów zielonych przed zabudową.
Konkrety skupiają się na sporze o sposób finansowania podziemnej kolejki oraz restrykcyjnych przepisach wjazdowych do centrum, które budzą opór tysięcy kierowców. Aktywiści i opozycja zarzucają prezydentowi, że mimo obietnic dialogu, kluczowe decyzje zapadają bez realnego wpływu mieszkańców. Referendum ma rozstrzygnąć, czy krakowianie akceptują gigantyczne obciążenia budżetowe oraz radykalne zmiany w organizacji ruchu. Dodatkowym punktem zapalnym jest kwestia organizacji dużych imprez masowych, co przy deficycie budżetowym miasta staje się dla wielu obywateli sprawą priorytetową.
Tak reaguje Razem na zamieszanie w Krakowie
Aleksandra Owca wprost powiedziała, że Razem nie ma zamiaru iść ani za PIS, ani za KO w sprawie referendum w Krakowie.
- W Krakowie mamy duży problem związany z tym, że prezydent Miszalski jest niekompetentny i podjął wiele nieprzygotowanych decyzji. Z drugiej strony emocjonalna część przy referendum jest kształtowana przez konkretne środowiska. W tej sytuacji spora część krytyki jednak wychodzi z nie do końca czystych pobudek. Środowiska prawicowe chcą coś ugrać na emocjach społecznych [...] Idziemy ścieżką partii Razem, a nie PiS czy KO. Jeżeli będą przyspieszone wybory, to wystawimy swoje listy - podsumowała Owca.