Spis treści
Lider zespołu Boys szczerze o mrocznej stronie sławy
Bycie na szczycie wiąże się z ogromnymi kosztami, o czym doskonale przekonał się Marcin Miller. Wieloletni lider formacji Boys i niekwestionowany król muzyki tanecznej zdradził w wywiadzie dla "Super Expressu", z czym musi się mierzyć na co dzień. Artysta powrócił pamięcią do momentów największego rozgłosu, bezlitośnie obnażając ciemne strony wieloletniej popularności. Wyznanie to doskonale wpisuje się w niedawne słowa Rafała Brzozowskiego, który otwarcie przyznał, że presja ze strony mediów oraz nadmierna uwaga sympatyków potrafią być niesamowicie przytłaczające dla psychiki. Czy twórca kultowego hitu "Jesteś szalona" odczuwa to w identyczny sposób?
Zobacz też: Marcin Miller stracił bliską osobę. Prawda o rodzinnej tragedii dopiero teraz wyszła na jaw
Marcin Miller o absurdalnych plotkach i chronieniu rodziny przed mediami
Odpowiedź nie jest w tym przypadku jednoznaczna. Gwiazdor muzyki disco polo nie ukrywa, że kontakty z prasą oraz wielbicielami bywają skomplikowane, jednak potrafi świetnie odnaleźć się w kryzysowych momentach. Marcin Miller stanowczo podkreśla, że nie daje sobie wejść na głowę, a na próby wywołania sztucznego skandalu wokół jego osoby reaguje bardzo ostro i bezkompromisowo. Zaznacza wręcz, że o wiele bezpieczniej jest żyć z nim w dobrych relacjach. Muzyka najbardziej jednak dotykają ataki celujące w jego najbliższych. Wokalista od lat konsekwentnie chroni prywatność swojej rodziny, która z własnego wyboru trzyma się z dala od czerwonych dywanów i show-biznesu. Niestety, celowa ucieczka z afisza wcale nie chroni ich przed zmyślonymi historiami, które – jak zauważa piosenkarz – często przekraczają wszelkie granice rozsądku.
"No to zawsze są trudne relacje. Psychofana to jeszcze nie spotkałem na swojej drodze, ale jestem osobą, może nie impulsywną, ale radzę sobie, jak ktoś w tam nadepnie mi na odcisk, a jeżeli dziennikarze też robią jakiś szum wokół mnie, to potrafię też się odgryźć, zatem ci wszyscy, którzy nie chcą albo chcą dobrze ze mną żyć, więc lepiej niech działają na moich zasadach, bo przykre jest to, że na przykład, jak ktoś chce komuś zaszkodzić, no to czasami obraża rodzinę, prawda? To jest takie nieprzyjemne. No bo rodzina, zobaczcie, że ja nie pokazuję się nigdzie z rodziną, że ona sobie tego nie życzy, nie wiem, to nie jest ich świat - bycie na ściankach... też nie chcę obrażać ludzi z show-biznesu, którzy akurat chcą. No dla nich to jest przyjemne, może przyjść, pokazać dziecko, nie wiem, żonę, męża i tak dalej, i tak dalej. No u mnie jest akurat troszeczkę inaczej. Tu nawet nie chodzi o pik, bo zainteresowanie zespołem "Boys" i Marcinem Millerem, jak widzę, jest zawsze - mówi nam Miller."
Piosenkarz zupełnie nie kryje swojego narastającego rozgoryczenia i nazywa krzywdzącą sytuację w bardzo bezpośredni sposób. Według niego skala wymyślanych w przestrzeni publicznej sensacji dawno już przekroczyła ramy jakiejkolwiek normalności. Mimo ogromnej frustracji lider grupy Boys nauczył się funkcjonować w tej rzeczywistości, ponieważ medialne zainteresowanie jego życiem utrzymuje się na stałym, bardzo wysokim poziomie od wielu dekad.
"Większości przypadków to są takie dość przykre rzeczy, no nie wiem, dowiaduję się, że mam rozwód z żoną, a ślub z kochanką - mam z nią dwójkę dzieci i miesiąc później już umieram i ta kochanka jest przy moim łóżku szpitalnym i ludzie w to wierzą... ja tak sobie myślę... Boże... to już debilizm po prostu osiąga... nie wiem, szczyty. No ale trudno, no... - mówi w rozmowie z nami Marcin Miller."