Spis treści
Na czym polega "Love is Blind"?
"Love is Blind", znane w Polsce jako "Miłość jest ślepa", to niezwykle popularny eksperyment społeczny Netflixa. Jego cel jest prosty – sprawdzić, czy można zakochać się bez patrzenia na drugą osobę. Zasady gry są nietypowe: wolni mężczyźni i kobiety spędzają czas w specjalnych kabinach, zwanych "kapsułami". Nie widzą, jak wygląda ich rozmówca, w co jest ubrany, ani jak się porusza. Muszą opierać się wyłącznie na rozmowie, wspólnych wartościach i chemii, która rodzi się podczas dialogu.
Kluczowy moment następuje wtedy, gdy któraś z par decyduje się na zaręczyny. Dopiero w tym momencie mogą na siebie spojrzeć. Później nowożeńcy udają się na wspólny urlop, zaczynają dzielić mieszkanie i poznają swoich bliskich. Zwieńczeniem całego procesu jest ślub, podczas którego padają najważniejsze deklaracje. Amerykański oryginał doczekał się już wersji w wielu krajach, takich jak Francja, Brazylia, Niemcy czy Japonia.
Co oburza widzów "Love is Blind: Polska"?
Polska odsłona programu wzbudziła niespodziewanie silne reakcje, nie tylko w kraju, ale i poza jego granicami. W sieci, szczególnie na Reddicie i Facebooku, zaroiło się od negatywnych opinii. Widzowie mają sporo uwag do tego, jak prezentuje się nadwiślańska wersja show.
Główny zarzut dotyczy intencji samych bohaterów programu. Wielu widzów uważa, że niektórzy przyszli tam nie po miłość, ale po to, by zdobyć popularność i zostać influencerami. Innym z kolei internauci doradzają psychoterapię, twierdząc, że projektują swoje własne problemy na nowe połówki. Nawet polska widownia była w szoku, obserwując niektóre sytuacje, na przykład słynny incydent z czekoladkami, kiedy Kamil wyznał Julce, że zamierza obdarować również inną dziewczynę z programu, co zasiało ziarno niepewności co do jego intencji. Z kolei Daria starała się uświadomić Jackowi, że ten jest zdezorientowany i bezpodstawnie sugerował się zachowaniem Filipa. Podczas gdy polscy widzowie najczęściej hejtują Malikę i Julię, zagraniczna publika bardzo chłodno odebrała Julitę oraz Darię, której zachowanie budzi szczególne kontrowersje. Oberwało się także panom – w zasadzie wszyscy, może z wyjątkiem Marty i po części Damiana, wywołują u widzów mieszane uczucia.
To, co najbardziej rozsierdziło polską widownię, to ciągłe używanie angielskich wstawek językowych. Nie było chyba odcinka bez anglojęzycznych zwrotów. Polacy uznali to za lekceważenie ojczystego języka i sztuczne kreowanie się na obywateli świata.
Widzowie mieli też dwa inne powody do narzekań – jeden dotyczył bezpośrednio rozmów, drugi samej produkcji. Internauci przecierali oczy ze zdumienia, słuchając dialogów w kapsułach. Polska uchodzi za naród dość tradycyjny, tymczasem uczestnicy bardzo otwarcie dyskutowali o intymności i swoich fantazjach seksualnych. Czasami te tematy dominowały nad zwykłymi, codziennymi rozmowami.
Ostatni zarzut skierowany jest w stronę twórców i sposobu montażu. W zagranicznych edycjach pokazywano również losy tych osób, którym nie udało się znaleźć pary i zaręczyć. Tymczasem polska produkcja niemal w całości skupiła się tylko na zaręczonych parach, całkowicie pomijając resztę uczestników i relacje, które między nimi powstały.
Co zagraniczni fani docenili w "Love is Blind: Polska"?
Mimo wielu krytycznych głosów, fani z innych krajów znaleźli też pozytywy. Największą sympatią cieszy się Marta, która ujęła zagraniczną widownię swoją bezpośredniością i optymizmem. Dzięki niej zyskał także Damian, który na początku zbierał słabe recenzje, ale w duecie z Martą zapunktował u widzów.
Zagraniczni widzowie chwalą również to, że program w ogóle zawitał do naszej części Europy. Do tej pory show skupiało się na zupełnie innych kulturach, a polska edycja to pierwszy taki krok Netflixa w stronę rynków słowiańskich. Dla wielu fanów z zagranicy odkryciem było to, że Polska nie jest tak stereotypowo konserwatywna, jak się im wydawało, a Polacy potrafią być otwarci i tolerancyjni.